NAJLEPSZY PORTAL POLONIJNY

Wołanie o przyzwoitość

W związku z listem adwokata reprezentującego ks. kanclerza Mirosława Króla w sprawie pomówień natury obyczajowej, pozwalamy sobie przedstawić i uwypuklić nieścisłości materiału filmowego zrealizowanego przez organizację mającą oficjalny zakaz używania przymiotnika „katolicka”. Jest też określaną mianem siewcy nienawiść. Oto niektóre spostrzeżenia dotyczące tego, co zwróciło naszą uwagę w inkryminującym materiale filmowym:

1. Mirosław Król, po ukończeniu liceum w Gdańsku, w którym mieszkała jego rodzina ze strony ojca, wstąpił do seminarium, gdzie cieszył się bardzo dobrą opinią i NIGDY nie miał żadnych problemów ze spożywaniem alkoholu, który był całkowicie zakazany w seminarium. NIGDY też nie miał problemów natury moralnej czy uwag dotyczących zachowania. Przeciwnie – był stawiany za przykład. Po przeczytaniu artykułu o braku księży i powołań w USA zgłosił chęć podjęcia posługi kapłańskiej wśród Polonii amerykańskiej. Po rocznych przygotowaniach – pod kierunkiem i przy pomocy ks. Stanisława Flisa, który wówczas zajmował się rekrutacją kandydatów – wyjechał do seminarium w Orchard Lake. Informacja o usunięciu Króla z polskiego seminarium jest fałszywa, co można łatwo sprawdzić w źródle. Całkowitą też bzdurą jest, że w wyjeździe do Stanów Zjednoczonych pomagał mu ks. prałat Henryk Jankowski, którego Mirosław Król nigdy prywatnie nie spotkał i z którym nigdy nie rozmawiał.

2. Ksiądz Król nigdy nie miał apartamentu na plebanii przy parafii Najsłodszego Serca Maryi. Podobnie jak inni księża z OL, pomagał w odprawianiu Mszy św., ponieważ lokalny proboszcz miał do posługi kapłańskiej aż trzy kościoły w czasie weekendu. Nikt nie słyszał też, aby na tej plebanii organizowano jakieś niemoralne spotkania z udziałem kleryków czy kogokolwiek innego. Nam nie udało się zdobyć zeznań jakiegokolwiek świadka. Ks. Król nie miał także nic wspólnego ze śmiercią wspomnianego w filmie młodego mężczyzny, który pod nieobecność proboszcza, ks. Borkowskiego, przedawkował narkotyki i zmarł. W jaki sposób połączono z tym zajściem ks. Króla? Stosując podobne rozumowanie (czy raczej brak logiki w rozumowaniu), powinno się np. oskarżyć ks. kanonika Ludwika Madeya, który również pomagał w tej parafii i zapewne spotkał tego człowieka jako pracownika. Uważamy wręcz za rzecz nikczemną i podłą sugerowanie, że ks. Król zapraszał do swojego apartamentu na tejże plebanii biskupa Reissa.

3. Mirosław Król wybrał archidiecezję Newark w New Jersey za namową cieszącego się do dziś opinią świątobliwego kapłana ks. Mariusza Kocha, który to potwierdził pisemnie. Nie wiedział nawet, kto jest ordynariuszem diecezji, przeto łączenie Króla z abp. McCarrickiem w jakikolwiek sposób i sugerowanie, iż ten wysoki dostojnik Kościoła był jego mentorem, jest nie tylko dowodem ignorancji i nieznajomości stosunków w amerykańskich diecezjach, ale przede wszystkim podejściem żądnych sensacji dziennikarzy, którzy mają niewiele wspólnego z Kościołem czy Świętą Wiarą Katolicką, ale nie przepuszczą żadnej okazji, aby Kościołowi „dołożyć”. Jest to przede wszystkim próba „obdzielenia” ks. Króla niesławą, jaka spadła na jego najwyższego przełożonego. Sugerowanie, że bywał w jego domu nad oceanem, jest także przykładem absolutnej niewiedzy i wierutnym kłamstwem – jako kleryk nie tylko nie słyszał o nadmorskiej rezydencji kardynała, ale – co ważniejsze – jako emigrant z Polski i początkujący kapłan nie był w stanie pokonać takich „wysokich progów”.

4. Dom Formacyjny w Krakowie został założony głównie dzięki staraniom Zarządu Zakładów Naukowych w Orchard Lake. Choć w materiale filmowym tę ideę przypisuje się ks. Królowi, on sam przyznaje, że choć był to pomysł dobry dla Orchard Lake, nie chce przypisywać sobie nienależnych mu zasług, ponieważ był on jedynie współpracownikiem ludzi, którzy stworzyli ten program. Później współpracował z rektorem Domu Formacyjnego, ks. dr. Michałem Mierzwą. To nie ks. Król decydował o tym, czy dany kleryk może wyjechać na dalsze studia seminaryjne do Orchard Lake: to były decyzje i rekomendacje rektora i ojca duchownego w Krakowie, konsultowane z wszystkimi przełożonymi w Orchard Lake. Jest więc nie tylko całkowitą nieprawdą przypisywanie Królowi wyboru kleryków do seminarium, jest rzeczą ohydną, prymitywną i karygodną stwierdzenie, że ci klerycy byli „nieudacznikami, alkoholikami i homoseksualistami, a ich ostatnią szansą miało by Orchard Lake”.

Materiał filmowy, do którego krótko próbujemy się odnieść, nie jest rzetelną, uczciwą, obiektywną robotą dziennikarską. Jest szmatławą agitką podobną do prymitywnych i prostackich sowieckich i hitlerowskich antyreligijnych wypocin, których celem jest (i było) poprzez demagogiczne i nielogiczne, ale chwytliwe dla pewnych ludzi spotwarzanie kapłanów i kolejne uderzenie w Kościół Powszechny i Świętą Religię Katolicką.

Sprawę ks. Króla bada prokuratura. Nikt mu jeszcze nie udowodnił zarzucanych czynów. Nazwisk oskarżycieli nie podano środowisku polonijnemu, a przecież jest to cyrk, bo wiadomo, że ks. Król zwolnił z pracy jednego „dyrektora Misji Polskiej”, nazywa on się chyba Górecki Arkadiusz i jest puzonistą, związanym zresztą z kierownictwem chóru na Trójcowie. Zdumiewające, że chrystusowcy, którzy tam prowadzą misję polską, nadal utrzymują go na tym stanowisku, nie bojąc się, że któregoś dnia może i ich oskarży

 o molestowanie seksualne. Przecież Górecki znał Króla wiele lat, jeździł do niego, gdy ten był proboszczem w Linden, NJ i jakoś o żadnym molestowaniu nie mówił. Różne afery seksualne miały miejsce w przeszłości w Orchard Lake (i nie tylko, bo i na parafiach w okolicach Detroit również!) i Król nie może ponosić winy za to, co było. Kiedy był wicerektorem w Orchard Lake, nikt nie stawiał mu żadnych zarzutów natury obyczajowej. Przeciwnie, podnoszono jego zasługi w organizowaniu „Marszów za Życiem”. Podobnie było w Linden. Parafianie mają o nim jak najlepszą opinię. Prawda jest natomiast taka, że podjął walkę z dobrze ustawionymi ludźmi zajmującymi wysokie, znakomicie płatne stanowiska w Orchard Lake. Czyżby stara sitwa podjęła kontrofensywę?

Ks. Król był na pewno lepszym kanclerzem niż jego poprzednicy – ks. Thomas Machalski i Amerykanin irlandzkiego pochodzenia ks. Timothy Whalen. Król usunął z Misji Polskiej Marcina Chumięckiego, zdjął tablicę upamiętniającą wizytę w Orchard Lake amb. Schnepfa, popierał polskość. Tym samym położył kres bezmyślnemu filosemityzmowi i przywrócił rangę i pierwszeństwo sprawom polskim i katolickim, dla których założono tę instytucję.

A czy same oskarżenia kierowane przeciwko kanclerzowi Orchard Lake nie są również drogą do uzyskania korzyści materialnej? Jakiego to odszkodowania spodziewają się oskarżyciele ks. Króla? Prawie stutysięczna pensja roczna Góreckiego, muzyka puzonisty na pół etatu, w Orchard Lake to była duża fucha. Rozumiemy, że muzyk się zdenerwował utratą tej synekury. Synekury – podkreślamy, bo przecież sam twierdził, że nie ma pojęcia o zbiorach w Orchard Lake i pracy archiwistów. Ale od razu usiłował wpaść w rolę reformatora i dawcy praw, traktując tę polonijną instytucję jako prywatny folwark. Kanclerz tolerował to do czasu. Czyżby zwolnienie Góreckiego z funkcji dyrektora Misji Polskiej było powodem wniesienia skargi o molestowanie? Ludzie zbliżeni do Orchard Lake, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że tak.

Nigdy też takiej fuchy muzyk puzonista nie złapie. Łzy się kręcą… Czy przypadkiem nadzieja na odszkodowanie za rzekome molestowanie nie odgrywa tu jakiejś roli?

Wyrokować w sprawie ks. kanclerza Mirosława Króla będziemy mogli dopiero wtedy, kiedy zapadnie wyrok sądowy. Nie twierdzimy, że ks. Król jest niewinny. Nie twierdzimy również, że jest winny. Pamiętamy, że domniemanie przestępstwa nie jest stwierdzeniem przestępstwa. Natomiast możemy już stwierdzić, że sprawa wytyczona Królowi uderzy bezpośrednio w Seminarium, będące do dzisiaj dumą Polonii. Konsekwencje odszkodowań za „molestowanie seksualne” mogą doprowadzić do upadku Orchard Lake. Co ciekawe, w Radzie Regensów mamy prawnika specjalizującego się w sprawach upadłościowych. Nie jest polskiego pochodzenia, ale trwa uporczywie w Zarządzie. Ciekawe, bardzo ciekawe, grunty Zakładów Naukowych są przecież warte miliony dolarów.

Jeden z naszych rozmówców, ponad osiemdziesięciopięcioletni wychowanek Szkół, we wczesnej młodości wywieziony na nieludzką ziemię sowiecką, twierdzi, że sytuacja, która zaistniała, jest śmiertelnym zagrożeniem już nie tylko dla istnienia Szkół, ale również zniszczeniem ich reputacji. Choć sam urodzony był w Wielkopolsce, wini za to nieszczęście bezwzględnych, żądnych zysku młodych emigrantów z Polski. Nie wiemy, czy to prawda, ale już sama ta wypowiedź napawa nas ogromnym smutkiem.

Marek Bober
Edward Dusza

Przed 23 czerwca, nazwisko ks. kanclerza Mirosława Króla zostało usunięte ze wszystkich stron internetowych Orchard Lake bez podania przyczyny.

Education Template