NAJLEPSZY PORTAL POLONIJNY

O sztuce przekonywania do swoich racji

Ryszard Czarnecki

Gdy słuchałem bełkotu medialnego wokół imigrantów niewpuszczanych przez polskie służby na terytorium Rzeczypospolitej przez granicę z Białorusią i mnóstwo różnych bezmyślnych – bo nieuwzględniających złych doświadczeń krajów Europy Zachodniej – wypowiedzi i zachowań opozycyjnych poli-tyków i mediów, przypomniały mi się czasy starożytnej Grecji. Ucznia Sokratesa (470−399 przed narodzeniem Chrystusa), polityka Ajschinesa (ok. 390−315 przed Chr.), publicznie atakowano, że choć wywodzi się ze słynnej szkoły sokratejskiej, to unika publicznych wystąpień. Ajschines wówczas odpowiedział: „Jest tak dlatego, bo nie tylko uczyłem się u Sokratesa mówić, ale także milczeć”.

Jeśli chodzi o wystąpienia publiczne, to polecam jeszcze jedną charakterystyczną historię z tego samego czasu i kraju. Znany retor Lizjasz (445−380 przed Chr.) za pieniądze napisał przemówienie, które jego klient miał wygłosić przed sądem. Oskarżony dostał przemowę, przeczytał ją parę razy i przyszedł do autora z pretensjami. Powiedział, że gdy przeczytał ją pierwszy raz, mowa wydała mu się nadzwyczajna. Przy drugim już słabsza, a przy kolejnych całkiem słaba i nieskuteczna. Na co doświadczony Lizjasz odparł z uśmiechem: „A czy Ty masz zamiar wygłosić ją przed sędziami więcej niż jeden raz?”.

„Aurea mediocritas”, czyli między skrajnościami…

Osobiście nie lubię, gdy chodzi o wystąpienia publiczne, gadania po próżnicy, gadki o niczym, nawijania makaronu na uszy itp. Przecież ilość słów nie przejdzie w jakość mowy, a nawet najbardziej barokowe „akty strzeliste” są boleśniej weryfikowane przez rzeczywistość. Stąd też bliska jest mi opinia wygłoszona przez króla starożytnej Sparty (396−360 przed Chr.) Agesilaosa, który tak oto skontrował pochwały wspaniałego retorycznie wystąpienia, ale dotyczącego kompletnie nieistotnych spraw: „Nie uważam za sprawnego szewca, który na małe nogi robi za duże buty”.

W swoim poprzednim artykule „Poeci na wojnie”, opublikowanym w „Gazecie Polskiej Codziennie” 23 sierpnia, opisywałem francuski styl bycia i francuskie poczucie humoru. Przytoczyłem też historię pisarza Wiktora Hugo (1802−1855), który pragnął całkowicie poświęcić się pracy pisarskiej i by nie rozpraszać się na nieistotnych drobiazgach, ostrzygł sobie połowę głowy i połowę brody. W praktyce uniemożliwiło mu to wychodzenie z mieszkania i pozwoliło na skupienie się na pisaniu. Mało kto wie, że prekursorem takiej właśnie izolacji, która zapewniała całkowite poświęcenie się pracy (ćwiczeniom), był przedstawiciel starożytnej Grecji, słynny mówca Demostenes (384−322 przed Chr.). Za-aranżował on sobie specjalne pomieszczenie – podziemną jamę – gdzie przygotowywał się do przemówień i ćwiczył głos. Przebywał tam miesiącami, doskonaląc kunszt oratorski. Charakterystyczne, że gdy go pytano, jak osiągnął mistrzostwo w uwodzeniu słuchaczy, odpowiadał: „Bo więcej wydawałem na oliwę niż na wino”. Czy nie należy tej historii dedykować współczesnym politykom i osobom ze sfery publicznej nad Wisłą, Odrą, Wartą, Bugiem i Narwią?

Kto chce rozpoznać mędrca, sam musi być mądry…

A czy Polakom przyda się w tym samym stopniu pragmatyzm i zapobiegliwość, którymi wykazywał się filozof Arystyp (ok. 435−356 przed Chr.)? Zdobył on majątek na uczeniu bliźnich filozofii. Trochę zazdrosny o stan majątkowy kolegi Sokrates zapytał swojego ucznia podejrzliwie: „Skąd masz tyle pieniędzy?”. Na co Arystyp miał odpo-wiedzieć swojemu nauczycielowi: „Stąd, skąd ty masz tak mało”.

Cóż, mądrej głowie dość dwie słowie, jak mówi stare polskie powiedzenie. A jeśli już mówimy o mądrości, to warto przytoczyć dialog między poetą i znanym uzdrowicielem Empedoklesem (494−434 przed Chr.) a Ksenofanesem (570−470 przed Chr.). Pierwszy z nich powiedział: „Jakże trudno znaleźć prawdziwego mędrca”. Na co drugi odrzekł: „Kto chce rozpoznać mędrca, sam musi być mądry”.

Jeden z uczniów Sokratesa, wspominany już Arystyp, płynął kiedyś statkiem. Gdy zorientował się, że jest on w rękach piratów, natychmiast wyjął wszystkie pieniądze, które miał przy sobie, po czym pozorując nieszczęśliwy wypadek, wrzucił je do morza, a potem demonstracyjnie rozpaczał. Później miał rzec: „Lepiej, żeby pieniądze zginęły przez Arystypa, niż żeby Arystyp miał zginąć przez pieniądze”.

Zły kruk i złe jajo, czyli sztuka przekonywania

W polityce w Polsce nie widać po żadnej ze stron sceny politycznej ani krzty nadziei, że ktoś kogoś do czegokolwiek przekona, ani też wiary, że to się kiedykolwiek stanie. Czy wina leży w tym, że nasi politycy za mało czytali dzieło Artura Schopenhauera „Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów”? Czy może jednak podziały są zbyt głębokie?

Sztuka przekonywania w starożytnej Grecji stała natomiast na najwyższym poziomie. Istniały specjalne studia retoryki. Na przykład na Sycylii mistrzem oracji był mający licznych uczniów sofista Koraks (V w. przed Chr.). Późniejszy znany filozof Tejzjasz, również uczeń Koraksa, po zakończeniu studiów niespodziewanie odmówił za nie zapłaty. Koraks pozwał go przed sąd. Tejzjasz bronił się w następujący sposób: „Jeśli nauczyłeś mnie sztuki przekonywania, to daj się przekonać, że… nic nie jestem ci winien. Jeżeli natomiast nie przekonałem cię, że nie należy ci się zapłata, to znaczy, że mnie sztuki przekonywania nie nauczyłeś i honorarium ci się absolutnie nie należy, boś nie wywiązał się z umowy”. Koraks na to odparł: „Jeżeli zdołasz mnie przekonać, że honorarium mi się nie należy, to właśnie wtedy powinieneś mi zapłacić, gdyż nauczyłem cię sztuki przekonywania! Jeśli zaś nie zdołasz mnie przekonać – to tym bardziej musisz mi zapłacić”.

Podobno sędziowie osłupieli i po takiej porcji sofistyki na najwyższym poziomie nie wydali żadnego wyroku, co oznaczało, że uczeń mistrzowi za naukę nie zapłacił. Wyroku zatem nie było, ale było… orzeczenie. Sędziowie orzekli: „Złego kruka złe jajo”. Dodajmy, że Koraks znaczy w starożytnej grece „kruk”.

Nie była to jedyna taka sytuacja, bo identyczną historię relacjonował Diogenes Laertios (ok. 200−250 r.), a chodziło o mistrza Protagorasa (481−411 przed Chr.) i jego ucznia Euthalosa.

Antysystemowy Antystenes

To, co teraz napiszę, nie jest żadną aluzją do opozycji w Polsce, choć dotyczy twórcy, nomen omen, cynizmu – Ateńczyka Antystenesa (445−365 przed Chr.). Ów filozof prze-konywał mieszkańców swojego miasta, aby ci w drodze głosowania uchwalili, że osły mają stać się końmi. Przypomina mi to decyzję UE podjętą na najwyższym szczeblu, aby marchewkę uznać za owoc, a ślimaka za rybę. Gdy zaskoczeni Ateńczycy bronili się, że jednak osły to osły, a nie konie i że to głupota, Antystenes stwierdził: „Przecież także wasi generałowie, w rzeczywistości zupełnie niekompetentni, są dowódcami tylko na mocy głosowania”.

Antystenes był pierwszym cynikiem w demokracji ateńskiej, ale jednocześnie człowiekiem bardzo uczciwym. Gdy chwalili go ludzie, których uważał za nikczemnych i złych, martwił się tym i mówił: „Niepokoję się, czy nie dopuściłem się czegoś złego”

Education Template