NAJLEPSZY PORTAL POLONIJNY

„Intelektualiści” kontra wartości

Ryszard Czarnecki

Niezmiennie od lat cieszą mnie apele zagniewanych „intelektualistów” i „autorytetów”, którzy potępiają w czambuł rząd Rzeczypospolitej, obrzucają błotem uczciwych ludzi i z niezmiennym poczuciem wyższości prawią, że powinno „być, jak było” – jak to określiła niezastąpiona Agnieszka Holland. „Intelektualistą” zostaje według uznania np. „Gazety Wyborczej” każdy absolwent wyższej uczelni, nawet celebryta, byle tylko „przywalał” rządowi.

A jak to widzą w innych krajach? Niegdysiejszy wiceprezydent USA Spiro Theodore Agnew – 39. w historii USA wiceprezydent, zaraz po Hubercie Humphreyu, a przed Geraldem Fordem – był młotem na intelektualistów, ale szerzej także na przeciwników wojny w Wietnamie, szczególnie na wyższych uczelniach. Był też surowym krytykiem mediów, co sprawiło, że wściekle go atakowały. Już wtedy sprzyjające demokratom środki masowego przekazu były amerykańskim medialnym mainstreamem. I właśnie Agnew mówił: „Intelektualista to człowiek, który nie umie zaparkować nawet roweru”. A w kontekście wojny wietnamskiej dowodził (z perspektywy czasu widać, że z dużą dozą słuszności): „Atmosfera ogólnonarodowego masochizmu jest rozniecana przez grupę bezczelnych snobów, którzy nazywają sami siebie intelektualistami”. Nie dziwmy się zatem, że współcześnie Agnew określany jest jako „Trump before Trump” – Trump przed Trumpem.

Spiro Theodore Agnew
Fot.: archiwum

Intelektualiści w oczach… intelektualistów

Celnie o intelektualistach, grupie ludzi „wiedzących lepiej”, pisał inny Amerykanin, historyk William Durant: „Nie ma większego głupca od intelektualisty, który rezonuje o sprawach, na których się nie zna”. Trudno też nie zgodzić się z ironiczną uwagą kolejnego Amerykanina, teologa Harveya Coxa: „Najważniejszym zadaniem intelektualisty jest myśleć inaczej. To jest dlań podstawowy obowiązek wobec społeczeństwa”.

Skoro pozostajemy w amerykańskich klimatach, to warto zacytować słowa, które wręcz idealnie pasują do obecnej sytuacji w Polsce. Pisarz, dziennikarz i myśliciel (skądinąd, uwaga, liberalny!), prawdziwy intelektualista i prawdziwy Amerykanin Walter Lippmann napisał kiedyś jakże mądrze: „Gdy intelektualiści próbują być politykami, to na ogół przestają być intelektualistami”.

Intelektualista dumny z większej celi

Cytowałem tutaj wyłącznie mężczyzn. Czas to zmienić. Nie dlatego, żeby ulegać sofizmatom gender, ale ponieważ myśl, której autorem jest kobieta – Anna Spencer Morrow Lindbergh, pisarka i lotniczka, matka sześciorga dzieci, żona legendarnego lotnika Charlesa Lindbergha, który jako pierwszy przeleciał Atlantyk – jest bardzo celna: „Intelektualista jest nieustannie oszukiwany przez swoją próżność. Na podobieństwo Boga uważa, że potrafi wszystko wyrazić słowami. Tymczasem te najważniejsze rzeczy, które ludzie kochają i dla których umierają, nie dają się wyrazić słowami”.

Skoro już przy damach i ich przemyśleniach jesteśmy, to zacytuję francuską mistyczkę i filozofa, o której ciekawie napisał Thomas Merton: „Była gnostyczką i katoliczką, żydówką i albigensem, mediewistką i modernistką, racjonalistką i mistyczką, buntowniczką i świętą”. Simone Weil – bo o niej mowa – była socjalistką i syndykalistką, która z własnego wyboru przez rok pracowała jako robotnica w fabryce, a później wyjechała walczyć podczas wojny domowej w Hiszpanii po stronie komunistów i anarchistów. Napisała ona kiedyś ciekawie, że: „intelektualista dumny ze swojej inteligencji jest niczym więzień dumny ze swej obszernej celi”.

Intelektualista to ten, który potrafi sam siebie oszukać

A teraz parę żydowskich mądrości. Nie spodobają się pewnie naszym lewicowym mądralom, ale warto czasem posłuchać starszych braci w wierze i ich zdroworozsądkowego podejścia do rzeczywistości. Żydowska maksyma głosi: „Nie wybieraj na mieszkanie miasta rządzonego przez intelektualistów”. Inne żydowskie powiedzenie też jest godne rozpropagowania i może wiele wyjaśnić, zwłaszcza w kontekście „zaczadzenia” komunizmem różnych, nawet niegłupich, ludzi. Oto ono: „Nawet najmądrzejszy z ludzi potrafi sam siebie oszukać”.

Najwięcej cytowałem Amerykanów, a więc reprezentantów kraju, w którym polityczna poprawność jest niemal religią, a media są bardzo mocno zdominowane przez poglądy liberalne i lewicowe. Może dlatego ludzie niezależni ostro reagują na zamordyzm promowany przez „intelektualistów”. Amerykański krytyk literacki, pisarz i eseista Lionel Mordecai Trilling napisał kiedyś jakże zasadnie: „Największą wadą intelektualistów jest to, że bardziej interesują ich idee niż myślenie”.

Moje idee ważniejsze od twoich wartości

A teraz czas na brytyjskiego pisarza urodzonego na Malcie, który większość życia spędził w Hiszpanii, opisując m.in. tamtejszą wojnę domową, i właśnie tam, w Maladze, zmarł w wieku 93 lat. Chodzi o Geralda Brenana. Napisał on celnie: „Intelektualiści to ludzie, którzy uważają, że idee są ważniejsze od wartości. To znaczy ich własne idee – od wartości innych ludzi”.

Na koniec jeszcze jeden cytat. Gdy byłem dzieckiem, moja śp. Mama dużo i z podziwem opowiadała mi o Albercie Schweitzerze, człowieku, który poświęcił życie dla innych. To francusko-niemiecki pastor, teolog, filozof, ba, organista i muzykolog, ale, co szczególnie ważne, lekarz. Siedem lat po zakończeniu II wojny światowej otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za założenie szpitala w Gabonie, gdzie szpitala nigdy wcześniej nie było. Urodził się w należącej wtedy do Niemiec Górnej Alzacji, pisał po niemiecku, ale gdy po I wojnie światowej ten region stał się ponownie częścią Francji, zdecydował się tam właśnie mieszkać. Ten miłośnik Wagnera i Bacha poświęcił życie dla mieszkańców francuskiej Afryki Równikowej. Ów święty człowiek napisał kiedyś, jakże ironicznie: „Mnie też marzyło się, by zostać intelektualistą, ale stwierdziłem, że to dla mnie zbyt trudne”.

Polacy nazywają rzeczy po imieniu 

Jednak również my, Polacy, mamy swój duży wkład w nazywanie rzeczy po imieniu, gdy chodzi o miałkość tzw. intelektualistów. Znakomity historyk, a wcześniej członek AK i Żołnierz Wyklęty w antykomunistycznym podziemiu, Paweł Jasienica, pisał: „Nieustannie wszak snują się po tym padole przejęci pogardą dla jego nielogicznych urządzeń teoretycy, posiadacze nieomylnych recept zbawienia”. Cóż, nic dodać, nic ująć.

Śmiechem intelektualistów zabijał Stanisław Jerzy Lec. Oto jego słowa: „I na drogach myśli czatują rozbójnicy. Oczywiście i oni czują się intelektualistami”.

Z kolei aktor i aforysta Andrzej Prus trafił w punkt, formułując następujące spostrzeżenie: „»Nie chcę wiedzieć« to odwieczne motto, pozwalające intelektualistom służyć sprawującym władzę, zachowując przy tym dobre samopoczucie”… Wypisz wymaluj – widzę te stada służących komunie intelektualistów, którzy właśnie nie chcieli wiedzieć.

Pozwolę sobie zakończyć te rozważania cytatem kolejnego naszego rodaka, satyryka i aforysty Wiesława Brudzińskiego, który lapidarnie „rozjechał” intelektualistów, kąśliwie zauważając, jak to „niejeden chodzi po dnie wyschniętej rzeki pod prąd, którego już nie ma”. 

To dobra puenta przemyśleń o szkodnikach, które same siebie nazywają „intelektualistami”.

Education Template