NAJLEPSZY PORTAL POLONIJNY

Wielobarwna flaga nad Kanzleramtem

Ryszard Czarnecki

Wybory w Niemczech potwierdziły tendencję, która najpierw z całą siłą objawiła się we Włoszech, a potem we Francji, choć także w pewnej mierze i w innych krajach. 

Chodzi o znaczący spadek poparcia dla dwóch głównych partii politycznego mainstreamu, które od dziesięcioleci ustawiały scenę polityczną najpierw Niemieckiej Republiki Federalnej, a potem już Republiki Federalnej Niemiec, przy czym we Francji i Italii tradycyjne partie centroprawicy i centrolewicy w praktyce przestały istnieć. 

Bundestag
Fot.: PAUL ZINKEN /AFP

Jaka będzie ta koalicja?

Władza przez dekady przechodziła z rąk CDU/CSU do SPD i z powrotem, ale akurat w Niemczech dość często ćwiczono wariant tzw. wielkiej koalicji (Grosse Koalition), czyli rządziły dwa niby przeciwstawne, ale w miarę zgodnie ze sobą współpracujące formacje, spychając na margines pozostałe partie. 

Do władzy dopuszczani byli liberałowie z FDP, ale np. Zieloni dostąpili tego zaszczytu dopiero pod koniec XX w. za pierwszego rządu kanclerza Gerhardta ­Schroedera z SPD w 1996 r., gdy powstała historyczna koalicja Rot-Gruen (czerwono-zielona). Ciekawe, że nigdy w powojennej historii Niemiec nie było koalicji złożonej z więcej niż dwóch ugrupowań politycznych. 

Spekulowano na ten temat po wyborach w 2017 r., wieszcząc tzw. koalicję jamajską: kolory flagi Jamajki to czarny (w tym przypadku CDU/CSU), zielony (wiadomo) i żółty (FDP). Nic z tego nie wyszło, bo przelicytował wówczas szef liberałów, uważając, że za cztery lata będzie mógł zdobyć znacznie więcej, a nie będzie „umaczany” w rządzenie i zużyty władzą. Dziś liberałowie zdobyli 11 proc., mają czwarty wynik i jest możliwe, że będą współtworzyć rząd – owszem z Zielonymi, jak to miało być przed czteroma laty, ale CDU/CSU ma być zastąpiona przez SPD. Jak nazwać taką koalicję? Jakie państwo ma flagę czerwono-żółto-zieloną? Boliwia i Kamerun. Zatem będzie koalicja boliwijska albo kameruńska?

Czy padnie rekord oczekiwania na rząd?

Obserwatorzy zadają sobie pytanie, czy nasi zachodni sąsiedzi uwiną się w tworzeniu rządu szybciej niż kanclerz Merkel w poprzednich wyborach do Bundestagu. Wtedy trwało to pół roku – Niemcy, zwykle sprawni i pragmatyczni, pobili nie tylko swój rekord, lecz także osiągnęli drugi wynik w najnowszej historii Starego Kontynentu: tylko Belgowie po wyborach w 2010 r. ustanowili rekord świata, bo tymczasowy rząd sprawował władzę przez ponad cztery i pół roku! Inna sprawa, że być może Frau Kanzlerin nie zależało specjalnie na szybkim utworzeniu rządu w Berlinie jesienią 2017 r., skoro i tak rządziła, a przeciągające się rozmowy koalicyjne, których efektem miało być wypadnięcie z jej gabinetu SPD, osłabiały pozycję mniejszego partnera koalicyjnego z lewicy i stawiały szefową rządu i jej blok polityczny w uprzywilejowanej sytuacji. 

Często prawicowi politycy i publicyści (choć nie wszyscy) wyrażali opinię, że Polska jeszcze zatęskni za Angelą Merkel. Koresponduje to ze znaną wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat, który powiedział, że z punktu widzenia Polski najlepszym kanclerzem RFN byłaby Angela Merkel (było to przed poprzednimi wyborami do Bundestagu). 

Bardzo podobnej wypowiedzi udzielił właśnie Polskiej Agencji Prasowej wiceprzewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Sejmu RP, reprezentujący PiS Przemysław Czarnecki. Być może jednak to sprawa bardziej złożona. W niektórych aspektach CDU/CSU może być dla Polski bardziej pragmatyczna i zdroworozsądkowa niż np. socjaldemokraci, ale na pewno nie we wszystkich aspektach. 

Licytacja na prorosyjskość

Podkreśla się np., że SPD jest najbardziej prorosyjską partią z całego niemieckiego mainstreamu politycznego. Jest w tym dużo prawdy, ale przecież w praktyce wszystkie niemieckie partie opowiadają się za zbliżeniem z Rosją: od lewicy socjaldemokratycznej, przez lewicę postkomunistyczną (Die Linke), liberałów (akurat FDP konsekwentnie domaga się… zniesienia sankcji Unii Europejskiej wobec Federacji Rosyjskiej), eurosceptyczną i antyimigracyjną Alternatywę dla Niemiec (w tej sprawie antyimigracyjna i eurosceptyczna Alternative fuer Deutschland śpiewa w tym samym prorosyjskim chórze z innymi partiami, które na co dzień ostro ją zwalczają), po CDU i CSU. 

Interesujące, że najmniej entuzjazmu wobec Moskwy objawiają Zieloni, bardziej od innych zwracający uwagę na prawa człowieka, których nieprzestrzeganie w Rosji jakoś innym niemieckim partiom nie przeszkadza.

Mówienie, że akurat SPD jest bardziej prorosyjską partią od innych, jest pewnym uproszczeniem, choć wpisuje się na polskiej prawicy w niechęć do lewicy jako takiej i pamięć o historii, kiedy w latach 70., a zwłaszcza 80., mimo stanu wojennego, SPD w ramach swojej znanej Ostpolitik uwiarygadniała reżim Jaruzelskiego, szukając zgody Kremla dla przyszłego zjednoczenia Niemiec. Polska i Solidarność, czy szerzej: opozycja niepodległościowa i demokratyczna była przez niemieckich socjaldemokratów składana na ołtarzu „Realpolitik” ze Związkiem Sowieckim.

Kiedyś zachodni sowietolodzy ubawili mnie setnie, gdy roztrząsali, kto w Biurze Politycznym Komunistycznej Partii Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich jest „gołębiem”, a kto „jastrzębiem”. Ówczesne doszukiwanie się nieznaczących różnic wśród szefów sowieckiej kompartii bardzo przypomina dzisiejsze próby udowadniania, że ta czy inna niemiecka partia jest bardziej prorosyjska od innych. 

Trzeba powiedzieć sobie wyraźnie, że wszystkie partie niemieckiego – a także te z francuskiego czy włoskiego mainstreamu – grają na nowe otwarcie w relacjach z Federacją Rosyjską. Najlepszym na to przykładem jest to, że pozornie bardziej sceptyczna niż SPD wobec Moskwy formacja Angeli Merkel CDU/CSU skutecznie przeprowadziła operację niemiecko-rosyjskiego Nord Streamu. Gazociąg Północny jest swoistym symbolem entente cordiale RFN i FR, nie tylko akceptowanego, ale i popieranego przez partie niemieckie od skrajnej prawicy po skrajną lewicę.

Polityka historyczna i Łukaszenka

I jeszcze jedna uwaga, gdy chodzi o realną różnicę między niemiecką chadecją a socjaldemokratami. Chodzi o politykę historyczną. CDU/CSU (zwłaszcza ta druga, bawarska partia) od lat konsekwentnie buduje narrację historyczną, z której jasno wynika, że to Niemcy były ofiarą II wojny światowej, rozpętanej przez „nazistów”. Na promocję takiej falsyfikacji dziejów wydaje się rok w rok miliony euro. W tej sprawie SPD jest z oczywistych względów dużo bardziej umiarkowana.

Na koniec jedno odniesienie do Zielonych: są fatalni dla Polski, gdy chodzi o bezceremonialne wtrącanie się w nasze sprawy wewnętrzne (świadczą o tym także ostatnie wypowiedzi ich współprzewodniczącej i kandydatki na kanclerza Annaleny Baerbock) oraz dokręcanie unijnej śruby ekologicznej, wbrew zdrowemu rozsądkowi i polskim interesom. W jednej jednak sprawie mówią jednym głosem – o paradoksie! – z rządem Rzeczypospolitej. Chodzi o stosunek do Białorusi Łukaszenki. Jest on najbardziej sceptyczny ze wszystkich partii obecnych w Bundestagu.

Przestrzegam przed postrzeganiem rzeczywistości politycznej Republiki Federalnej wyłącznie w biało-czarnych kolorach. Z każdym rządem w Berlinie należy współpracować. Żaden nie będzie specjalnie lepszy czy gorszy. I każdy, żeby było jasne, będzie dbał o niemieckie, a nie polskie interesy. 

Trudno mieć o to pretensję – trzeba dbać o swoje…

Education Template