NAJLEPSZY PORTAL POLONIJNY

„Nowe łady”

Władysław Panasiuk

Jak sięgnąć pamięcią – po naszych wybitych drogach jeździły garbate Warszawy, Syreny zwane królowymi szos, a nieco później robotnicze maluchy. „Samochód dla każdego” wybrzmiewały hasła proletariatu, a kraj rósł w siłę, by ludzie żyli dostatniej, choć jeszcze o dobrobycie mówiło się cicho. Władze starały się być oszczędne w słowach i co zrozumiałe w gotówce, by nie uszczuplić  luksusowego życia dostojników państwowych. Ci zawsze dbali o siebie, bo do rządzenia krajem potrzeba było wiele sił, godnego mieszkania, sporo zabawy i częstego wypoczynku. Ubiór też odgrywał wielkie znaczenie choć może nie takie jak dzisiaj. Co prawda nie było rewii mody, a mężowie stanu starali się wizytować naród bez towarzystwa żon. Kto wie, bo jak się później okazało niektórzy z dostojników wręcz nie lubili pań. Złośliwi mówili, że księżna Gierkowa ubierała i czesała się nad Sekwaną, być może w stolicy nie było artystów fryzjerów, a może w Sekwanie płynęła miękka woda. Paryż to nie Warszawa.                                                                     

Wielkie Czajki i Wołgi przewoziły dygnitarzy z punktu A do punktu B, a czasami nawet i dalej. Co prawda benzyna była o wiele tańsza co zapewniała przyjaźń polsko-radziecka. Związek bronił nas, dawał i brał, wśród przyjaciół żyło się nam beztrosko i bezpiecznie. Troszczyli się o nas  i nawet nie pozwalali nam samodzielnie myśleć, a ile namiętności okazywano przy spotkaniach przywódców. Nie tylko wymieniano myśli techniczne  i walutę, ale także  szczere pocałunki. Również w ramach przyjaźni i zasług przysyłali ministrom, sekretarzom i dyrektorom nowe łady, które po otrzymaniu rządowego talonu mogli tanio zakupić. Nawet tym sposobem zacieśniano stosunki. Łada była wówczas niedostępnym samochodem dla Kowalskiego, chyba, że był sekretarzem robotniczo-chłopskim. Przysyłano również kolorowe, wielkie i jakże masywne telewizory, w tamtych czasach materiału nie żałowano. Telewizor niczym samochód osadzony był na ramie i nigdy się nie złamał choć skłonny był do wybuchu. Trochę gorzej było z kolorami, które szybko traciły ostrość i barwę. Życie w kolorach to zbyt wiele jak na jedno szczęście. Nikt nie marudził wszak wcześniej były tylko czarno-białe. Ludzie byli mniej grymaśni, choć szlachta nie żałowała sobie i żyła jak zwykle dostatnio.

Do uprzywilejowanych choć rzadko zaliczali się też obywatele, którzy powracali z kontraktów z Libii czy Iraku od dawnych przyjaciół, a dzisiejszych wrogów. Mogli oni za tzw. zarobione bony zakupić zagraniczne auta, ale nie Łady. Dla nich pozostawiono: Wartburga, Skodę, Zaporożca /zwanego zemstą Chruszczowa/,  w najgorszym zaś wypadku Trabanta z tektury. W naszym kraju produkowano jakieś samochody i jak na tamte czasy wcale nie takie złe, dzisiaj jedynie składa się obce. Po ulicach jeździły Fiaty 125P, Żuki, Nysy- co prawda też na talony. Dla robotników przewidziano maluchy, których ceny szybowały niczym rakiety uniemożliwiając ich zakup. Sprawiedliwy socjalizm dzielił wszystko po równo, ale nie samochody, nie mieszkania, nie telewizory, te zarezerwowano dla zamożnych, a więc wpływowych ludzi. To rządząca partia zwana nie wiedzieć czemu „robotniczą” rozdzielała dobra wg uznania danego sekretarza. Dbano przy tym, by nie być zbyt hojnym i wiedzieć co komu przysługuje- inaczej traktowano członków, a inaczej niezrzeszonych. Owa partia przy małej zmianie nazwy rządziła od wojny do czasu jej obalenia przez Solidarność. Tak przynajmniej opowiadają najnowsi historycy, ale czy można im wierzyć? Kto dzisiaj mówi prawdę, czas najwyższy zrozumieć kto jej nie mówi. Wtedy podobnie jak  dzisiaj wszystko należało do jednej partii, która była jak zwykle nieomylna i sprawiedliwa.

„Nowe Łady”- ile to już ich było. Za każdym razem kiedy następuje wymiana rządów nowi potępiają poczynania odchodzących i gwarantują wielkie zmiany. Słowem jedni poprawiają gospodarkę po drugich wciąż wytykając ich błędy, a później robią to samo, albo i gorzej. Tyle zacnych haseł słyszałem wiele w swoim /wcale nie krótkim życiu/ i gdyby choć jeden procent ich się spełnił dobrobyt zawładnąłby światem. Mówią, że polityk nie kłamie tylko wtedy gdy śpi.

Gomułka starał się odbudowywać zagruzowane wojną miasta i wsie, osobiście doił krowy i nie tylko, geniusz władzy sięgał wciąż dalej i dalej, a pomysły rodziły się jeszcze szybciej jak dzieci po zasiłku 500+.                                                                                                                                                                          

 Piątki murarskie dawały wszystko z siebie, dla idei i dla partii. Zwiększano normy, rosła stolica, a wraz z nią cały kraj. Kopalnie pracowały na max. obrotach, wydobywano węgla więcej niż potrzeba. Hasła zalewały  nowe ściany budynków, a tuż za nimi szły czyny ludzi pracy. Sekretarz godzinami przemawiał do pracującego ludu stolicy, a kiedy skończyła się zapisana kartka przepijał wodą i wyczerpany usuwał się z mównicy. Tak mijały kolejne święta majowe i lipcowe, a on gadał i gadał, a ludzie pracowali i pracowali. Tak zazębiało się koło socjalistycznego wzrostu, tak budowała się nowa demokracja. A kiedy już ostatecznie sekretarz się zużył podwyższając ceny żywności, nastąpił nowy ład i nowy przywódca Gierek, który zapowiedział dobrobyt. Ruszyły  fabryki i huty, powstawały nowe osiedla, a wszystko to z myślą o robotniku i chłopie. Nie wspominał o kobiecie, bo ta w dobrobycie ponoć nie pracuje. Nowy sekretarz chętnie odwiedzał fabryki, rozmawiał z załogami prosząc o wsparcie w słowach „pomożecie !” i pomagali do czasu. Składał też wizyty rolnikom, głaskał konie i trzodę chlewną. Na tę okazję pożyczano krowy z pobliskiego PGR-u, by pokazać jacy zamożni są za jego rządów gospodarze. Poprzednik bał się pożyczek, ale nowy władca pożyczał i budował, wszak nie wszystko wydała sekretarzowa na fryzjera i ciuchy. Nie nosiła też brożek i drogich torebek. „Oszczędny kraj” szybko się rozwijał. Sekretarz wywodził się z robotników więc dbał o przemysł, by zapewnić ludziom pracę i chleb powszedni. Szczególną troską otoczył Śląsk, z którego pochodził. Rozbudował zakłady, powstały nowe żłobki, szkoły i choć zadłużył kraj, to owe pieniądze przeznaczył na konkrety, które mimo różnorodnych politycznych zawieruch przetrwały. Po dekadzie” raju „mało co zostało, jeno puste półki i zawiedzeni ludzie, których „dobrobyt” pchnął na ulice. Znowu wyjechały wozy pancerne i armatki wodne, a rozwścieczone ZOMO choć jeszcze wtedy nie skakało kolanami po krtani, to młóciło w pełnym oddaniu pałami kogo popadnie. Tak niemal za każdym razem zmieniano władzę, wprowadzano demokrację, zapowiadany ład i dobrobyt.

 Później był okrągły stół, a rządy zmieniały się jak przysłowiowe rękawiczki. Sprzedano czy może rozdano wszystko co wypracowały z trudem pokolenia, cały dorobek poszedł na marne. Młodzi masowo wyjeżdżali za chlebem, a byli dostojnicy rozbijali się drogimi furami. Nikt nikogo nie rozliczał, bo tak uchwalono przy okrągłym meblu i tak pozostało.  Tam rozdzielono majątek i przyszłe stołki. Wystarczy być średnio rozgarniętym, by to zauważyć i zrozumieć. Opowiadanie głupot o dobrobycie i demokracji trwa od wojny, ale ten dobrobyt nie dotyczy zwyczajnych ludzi, nawet jeśli dostaną 500+. Nie dotyczy też emeryta, któremu się wciąż podwyższa pobory o kilka złotych, za które można kupić jedynie zapałki. Co z tych podwyżek jak wszystko zabiera postępująca drożyzna. Jedynie „elyta” nie ucierpi wszak  podwyżki dla nich  to już nie grosze. Milionowe afery już nikogo nie dziwią, to porządek dzienny, ale na tym się kończy. Wystarczą pląsy w Toruniu i już wszystko gra, mierni ale wierni i posłuszni wyborcy wszystko wybaczą prawym i sprawiedliwym.

Od mojej młodości zmieniło się wiele, ale to zrobił czas, ludzie mu tylko nieco pomogli. Wciąż stoją te same  szkoły, w części rozebrane i zdewastowane huty, bloki z ery Gierka. Nie ma nic wiecznego, wielka płyta też się  z czasem kruszy. Niektórzy remontują pozostałości po komunizmie i myślę, że nie dlatego, że chcą zachować ustrój w pamięci. Kapitalizm dał obywatelom nową broń w postaci pożyczek i wraz z krajem szybciutko się zadłużamy, ale nie myślimy, że to trzeba będzie spłacać, a co jak zachorujemy, czy stracimy pracę?. Większość ludzi na Zachodzie jest zadłużona, podobnie już jest u nas. Najczęściej  w portfelach karty kredytowe zastępują gotówkę. Dobrobyt na raty trwa długo jeśli jest wszystko dobrze, ale czy tak będzie? Dużo młodych wyjechało w poszukiwaniu lepszego życia i nikt nie starał się ich zatrzymać. Tanią siłę roboczą zastąpili wschodni przybysze i do czego to prowadzi? Czy tak się buduje gospodarkę? Tyle obietnic, nowych sloganów: oszczędne państwo, tanie mieszkania, do polityki nie idzie się po pieniądze, urzędnicy w służbie obywatelom, wystarczy nie kraść, pokora, wyrozumiałość i prawda. Czy to nie są bajki? Wszystko wygląda na to, że daliśmy się nabrać kolejny raz. Co zostało z pięknej mowy, szczodrych obietnic? Jedno jest pewne: co raz jest lepiej, pozostaje pytanie – komu?

Wiosną albo za dwa lata przyjdą następni, kto wie w jakiej zmotoryzowanej asyście, wytkną błędy poprzednikom i sprawią byśmy się nabrali kolejny raz na piękne słówka, bo z  reguły na tym dobre zmiany się kończą. Ogłoszą nowy ład, a naiwnym wyborcom pozostawią przykre wspomnienia i olbrzymi dług do spłaty, a powietrze zanieczyszczą wielkie niemieckie mercedesy nowych  tłustych krezusów, już nie radzieckie Łady.

Education Template