NAJLEPSZY PORTAL POLONIJNY

Wyznawcy Chrystusa w kolebce naszej wiary

Ryszard Czarnecki

Mniejszości chrześcijańskie żyjące na Bliskim Wschodzie, miejscu narodzin Jezusa Chrystusa i początków chrześcijaństwa, dążą do zachowania swojej kultury w sytuacji, gdy egzystują – czasem w bardzo trudnych warunkach – na terytorium ze znaczącą muzułmańską większością. Od upadku imperium osmańskiego próbują uzyskać swoje prawa religijne i społeczne. Chrześcijanie mieszkają w różnych krajach, od Turcji po Egipt, nierzadko zmuszani są do emigracji, ale bywa też inaczej, kiedy mogą się cieszyć klimatem tolerancji.

Badania przeprowadzone w 1893 r. w Turcji, za panowania sułtana Abdülhamida II, wykazały, że muzułmanie stanowili wówczas, pod koniec XIX w., ponad 80 proc. populacji państwa ottomańskiego. Liczyło ono wtedy ok. 21 mln obywateli. Tymczasem mniejszość chrześcijańską sami Turcy, na pewno niezawyżający swoich obliczeń, szacowali na 15 proc. Oznaczało to, że według oficjalnych, państwowych (i muzułmańskich) danych przed blisko 130 laty nasi bracia w Chrystusie tworzyli wspólnotę liczącą ok. 3,2 mln wyznawców. 

Wolność religii a imperium Osmanów

Pod koniec XIX w. żyli tam wierni reprezentujący m.in. następujące wyznania chrześcijańskie: ormiańskie (Apostolski Kościół Ormiański), syryjskie, asyryjskie, chaldejskie, prawosławie greckie. Były to wiodące wspólnoty chrześcijańskie pod panowaniem osmańskim. Wyznawcy Jezusa Chrystusa mieszkali w Turcji i wokół niej, na Bałkanach i w Lewancie, będących pod panowaniem ówczesnej państwowości tureckiej. 

W tamtym czasie imperium osmańskie prowadziło jeszcze politykę tolerancji wobec mniejszości religijnych i etnicznych zamieszkujących je oraz opowiadało się za pokojowym współżyciem i interakcjami między społecznościami muzułmańskimi i chrześcijańskimi. Stan ten utrzymywał się od czasu, gdy Stambuł stał się w 1517 r. stolicą kalifatu imperium osmańskiego. 

Zanim doszło do pogromów Ormian w 1915 r. i funkcjonowania faktycznie nacjonalistycznego reżimu już pod koniec tureckiego imperium w tamtej postaci, jednym z najbardziej uderzających aspektów życia społecznego było w miarę zgodne współżycie wielu różnych wspólnot narodowych i religijnych zachowujących własną tożsamość, takich jak: chrześcijańska, żydowska, czerkieska, gruzińska, kurdyjska. 

Turcy określali to systemem milletów. Chociaż pojęcie „millet” jest rozumiane jako „naród” w dzisiejszym tureckim społeczeństwie, to w arabskim oryginale oznacza ono szerszą wieloetniczną wspólnotę. Jednak wraz z integracją wielu różnych grup religijnych, etnicznych i kulturowych w ramach imperium pojęcie to straciło swoje dawne znaczenie i stało się nazwą systemu, który dąży do przyjęcia pokojowego stylu życia w ramach tolerancji. 

Do tego stopnia, że zanim doszło w Turcji do nacjonalistycznego przewrotu, Ormian nazywano „­millet-i sadıka”, co oznacza „prawy naród”, „wierny lud”. Brało się to stąd, że gildie ormiańskie i sama społeczność często cieszyły się pozytywną opinią w oczach islamskiej opinii publicznej. Potem jednak Ormianie chrześcijanie stali wrogiem publicznym.

Wraz z proklamacją Republiki Tureckiej (29 października 1923 r.) i przejściem do systemu wielopartyjnego Turcja stała się krajem, w którym chrześcijanie mogą być reprezentowani na szczeblu parlamentarnym, a wolność wyznania i przekonań jest gwarantowana przez konstytucję. W art. 24 i 25 tureckiej konstytucji zapisano: „Każdy ma wolność sumienia, wyznania i przekonań. Nikt nie może być zmuszany do udziału w kulcie, obrzędach i ceremoniach religijnych ani do ujawniania swoich wierzeń i przekonań religijnych. Nikt nie może zostać potępiony ani oskarżony z powodu swoich poglądów i przekonań religijnych”.

W tym kontekście, niezależnie od wyznania, chrześcijanie i inne grupy religijne w Turcji mogą uzyskać status kościołów, stowarzyszeń oraz miejsc kultu i nie napotykają w teorii żadnych przeszkód ani nacisków, aby swobodnie praktykować swoją religię. 

Muzułmanie, chrześcijanie, konflikt

Podczas gdy ponad 15 mln Koptów żyje w Egipcie we względnym pokoju, a obecne władze państwowe, po odsunięciu od rządów Bractwa Muzułmańskiego, starają się zapobiegać prześladowaniu ich przez radykalne grupy, takie jak Państwo Islamskie, to w konflikcie palestyńsko-izraelskim chrześcijanie są ignorowani. To powód dla którego Palestyńczycy chrześcijanie, podobnie jak nasi bracia i siostry w wierze z Iraku, Syrii czy Libanu, decydują się ma emigrację. 

Tak więc w innej części Bliskiego Wschodu chrześcijanie stają przed koniecznością opuszczania swych siedzib, która znacząco przerzedziła w ostatnich trzech dekadach szeregi wyznawców Chrystusa w tym regionie, będącym, przypomnijmy, kolebką wiary chrześcijańskiej. Niech o tym procesie świadczą fakty i liczby: populacja samych tylko palestyńskich chrześcijan od lat 90. XX w. spadła o 50 proc.

Oprócz Cypru, państwa członkowskiego Unii Europejskiej, krajem, w którym chrześcijanie na Bliskim Wschodzie mogą być reprezentowani na najwyższych stanowiskach, jest Liban. Państwo to pogrążone jest w chaosie niestabilności gospodarczej i politycznej – choć przez Boga obdarzone jest wspaniałymi warunkami klimatycznymi i fantastycznym krajobrazem. Chrześcijanie stanowią tu 30 proc. ludności – w olbrzymiej większości są to maronici. 
Tamtejszy system wyborczy gwarantuje chrześcijanom stanowisko prezydenta kraju, a muzułmanom – premiera. Bardzo to przypomina sytuację w Iraku, gdzie prezydentura jest zagwarantowana dla Kurdów, a kierowanie rządem dla Arabów, wyznawców islamu. W ten sposób zaznacza się i polityczny konsensus, i powszechnie akceptowane zrozumienie, że prawa mniejszości etnicznych i religijnych muszą być zagwarantowane przynajmniej w wymiarze formalnoprawnym, na papierze. 

Współcześni Libańczycy starają się odejść od społeczno-politycznego klimatu polaryzacji w postaci libańskiej wojny domowej. Trwała ona w latach 1975–1990, zginęły w niej setki tysięcy ludzi, a maronici walczyli z muzułmanami bez wytchnienia. Dziś Liban stara się z lepszym czy gorszym skutkiem odsuwać na bok konflikty religijno-tożsamościowe i odpowiedzieć na pytanie, jak można wyjść z głębokiego kryzysu, w którym znalazł się ten piękny kraj. 

Bracia w Chrystusie na wysuniętej placówce

Liczba chrześcijan na Bliskim Wschodzie pozostaje dziś zbliżona do tej sprzed stu lat. W niektórych krajach tego regionu mogą oni bezpieczniej wyznawać swoją wiarę i doświadczać tolerancji. Na takim wizerunku na pewno zależy zwłaszcza Turcji – krajowi, gdzie wciąż znajdują się cudowne chrześcijańskie budowle, takie jak monaster Sumela, kościół św. Antoniego i świątynie Prawosławnego Patriarchatu Antiochii (z centralą w Damaszku zresztą). Fakt, że takie instytucje religijne są chronione, jest ważnym źródłem nadziei na przyszłość chrześcijaństwa w tym regionie – bądź co bądź kolebce chrześcijaństwa. 

O tej przyszłości jednak przede wszystkim decydują ludzie. Zatem: ponad 16 mln chrześcijan w Egipcie, 1,2 mln w Arabii Saudyjskiej, 800 tys. w Iranie, blisko 700 tys. w Syrii, ponad pół miliona w Kuwejcie, blisko 190 tys. w Omanie, 180 tys. w Jordanii, 175 tys. (wciąż!) w Iraku, ponad 170 tys. w Turcji i 112 tys. w Bahrajnie.


Jest to polska wersja artykułu „Christianity in Turkey and the Middle East”, który ukazał się w tureckim dzienniku „Daily Sabah”, wydawanym w języku angielskim.

Ryszard Czarnecki

Education Template