Podwójne standardy postępowania KE aż kłują w oczy

Zbigniew Kuźmiuk

W połowie marca media obiegła wiadomość, że były premier Bułgarii Bojko Borysow, a także minister finansów w jego rządzie, szefowa jego gabinetu i przewodnicząca komisji finansów w parlamencie, zostali zatrzymani przez policję w związku ze śledztwem dotyczącym korupcji przy wydatkowaniu unijnych środków.

Jak poinformowała wtedy obecna w Sofii szefowa unijnej prokuratury Laura Kovesi, jej urząd prowadzi aż 120 spraw związanych z korupcją i sprzeniewierzeniem unijnych środków przyznanych Bułgarii i jest to najwyższa liczba takich dochodzeń prowadzonych wobec jakiegokolwiek unijnego kraju.

Wprawdzie po złożeniu zeznań przed prokuratorami krajowymi i prokurator unijną, były premier oraz inne wyżej wymienione osoby, zostały zwolnione z aresztu ale postępowania w tych sprawach są dalej intensywnie prowadzone.

Trzy tygodnie później, bo 7 kwietnia, na konferencji prasowej przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen poinformowała o ostatecznym przyjęciu bułgarskiego Krajowego Planu Odbudowy, który opiewa na 6,5 mld euro.

Wprawdzie Bułgarii nie została przekazana zaliczka (w postaci kilkunastu procent wartość całego KPO), ale tylko dlatego, że zaliczki były przekazywane tylko tym krajom, których plany odbudowy zostały przyjęte przez KE do końca grudnia poprzedniego roku.

Oznacza to, że pierwsze środki z KPO trafią do tego kraju dopiero latem tego roku, kiedy zaawansowane zostaną projekty zapisane w planie, głównie związane z dywersyfikacją źródeł energii, bo na takie cele ma być przeznaczone aż ok. 60 proc. środków zawartych w bułgarskim planie odbudowy.

Zestawiam te dwa fakty dotyczące Bułgarii, bo pokazują one, że mimo tego, iż mamy w tym kraju liczne postępowania dotyczące korupcyjnego wydatkowania środków unijnych, to KPO tego kraju jest akceptowane przez KE bez zastrzeżeń.

Z kolei polski KPO jest blokowany przez KE, ponieważ zgłasza ona zastrzeżenia do stanu praworządności w naszym kraju, a więc zdaniem Komisji, mogą być problemy z dochodzeniem sprawiedliwości, gdyby w Polsce dochodziło do korupcji przy wydatkowaniu środków unijnych.

Tyle tylko, że w stosunku do naszego kraju przez 18 lat naszego funkcjonowania w UE było prowadzone najmniej postępowań o sprzeniewierzenie środków unijnych, po prostu działania CBA powołanego w tym celu jeszcze w 2005 roku, skutecznie ograniczyły korupcję w naszym kraju.

Co więcej, pytana o ewentualne zalecenia antykorupcyjne wobec naszego kraju dyrektor generalna KE Celina Gauer, na posiedzeniu komisji budżetowej PE, stwierdziła, że „wobec Polski takich zaleceń nie było, natomiast w stosunku do innych krajów UE takie zlecenia były”.

Wygląda na to, że bułgarski plan został zaakceptowany mimo poważnych zastrzeżeń korupcyjnych wobec wysokich urzędników administracji tego kraju, ponieważ partia polityczna byłego premiera Bojko Borysowa GERB to członek Europejskiej Partii Ludowej, a to reprezentanci tej partii kierują unijnymi instytucjami.

Zresztą już wcześniej w czerwcu 2020 roku, kiedy w mediach ukazały się zdjęcia z sypialni Borysowa, na których widać było szuflady pełne pakietów banknotów o nominale 500 euro, co wywołało kilkumiesięczne protesty w Sofii i żądania dymisji premiera, swojego kolegę partyjnego przyjął w Brukseli Donald Tusk i „wystawił mu swoiste świadectwo moralności”.

Zaakceptowanie bułgarskiego KPO w sytuacji aresztowania byłego premiera tego kraju za korupcję i blokowanie polskiego KPO, mimo braku jakichkolwiek zastrzeżeń korupcyjnych, pokazuje stosowanie podwójnych standardów przez Komisję wobec krajów i rządów, które się lubi, bo są z tej samej partii politycznej i tych których się nie lubi i się je zwalcza tak jak w przypadku rządu Prawa i Sprawiedliwości.