Korytarz 2.0

Tomasz Teluk

Kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych ziem Polski i Litwy leżących między Białorusią a odciętym obecnie od świata Kaliningradem jest uznawanych za najbardziej niebezpieczne miejsce na Ziemi, mogące w każdej chwili stać się kolejnym punktem zapalnym wojny w Europie.

Tereny między Augustowem, Sejnami a Suwałkami zwykle kojarzą się z dziewiczą naturą, przezroczystymi jak łza jeziorami, ciągnącymi się kilometrami lasami i wakacjami. Na ów pas biegnący spod granicy białoruskiej do rosyjskiej obwodu kaliningradzkiego patrzy też łakomym okiem administracja Władimira Putina. Najkrótsza droga do eksklawy w Kaliningradzie biegnie właśnie przez Polskę.

Korytarz do Rosji

O przesmyku suwalskim zrobiło się głośno od czasu inwazji na Ukrainę. Najpierw w propagandowych audycjach rosyjskich w Pierwszym Kanale (Первый канал), komentatorzy i wojskowi Kremla, rysowali plany odcięcia krajów bałtyckich zajęciem części ziem Polski i Litwy, a następnie atakiem z Petersburga, Bałtyku i aneksją byłych sowieckich republik. 

Następnie o najniebezpieczniejszym miejscu na Ziemi napisał amerykański portal Politico. Na podstawie tego artykułu publicyści Wojciech Sumliński wraz z byłym majorem ABW Tomaszem Budzyńskim wysnuli wizję, na podstawie informacji rzekomo pozyskanych od anonimowych oficerów białoruskich, że w Moskwie w zasadzie decyzja o zajęciu przesmyku już zapadła. Kwestią jest tylko, kiedy ona się z realizuje. Według obu panów – w ciągu miesięcy, a nie lat, więc stoimy już na progu III wojny światowej. Co zadziwiające, dyskutują. oni o tej kwestii, jakby wchodziło w grę terytorium Ukrainy, albo Kaukazu. A przecież są to ziemie będące pod parasolem NATO, a atak na Polskę i Litwę miałby niewyobrażalne konsekwencja dla Rosji. Ponadto rozmawiają o tym, jakby odkryli Amerykę, a przecież fakt, że Suwalszczyzna oraz powiaty olicki i mariampolski uznawane są przez analityków za zapalne miejsce na mapie świata, jest znany od dekad. Niemniej kwestia „korytarza humanitarnego” z Białorusi do Kaliningradu może pojawić się jeszcze „za naszego życia” – potwierdził prezydencki minister i doradca Jakub Kumoch. Dlatego sprawy nie można zbywać wzruszeniem ramion, lecz należy się jej bacznie przyglądać.

Przesmyk suwalski to bardzo wąski 65. kilometrowy w linii prostej obszar i jedyne połączenie lądowe krajów bałtyckich z resztą Europy. Biegną tutaj dwie ważne drogi z przejściami granicznymi w Budzisku i Ogrodnikach, linie kolejowe, energetyczne, gazociąg. To wąskie gardło dostaw do Litwy z Zachodu, ważny szlak komunikacyjny, ze względów strategicznych niezwykle wrażliwy dla bezpieczeństwa w regionie.

Dla Rosjan jest to miejsce szczególne. Blokada Kaliningradu ze względu na międzynarodowe sankcje, do końca roku obejmie coraz liczniejsze grupy towarów, które nie będą mogły być przewożone tranzytem przez Litwę, łącznie z pochodnymi ropy naftowej i węglem. Przed mieszkającymi w Królewcu Rosjanami jest ciężka zima. Teren ten jest jedną wielką strefą zmilitaryzowaną. To nie tylko miejsce stacjonowania dowództwa floty bałtyckiej, ale także wielu innych jednostek 15. armii. Stacjonuje tam 34. dywizja lotnictwa, 44. obrony powietrznej, 18. dywizja zmechanizowana, pułki czołgów, artylerii, eskadry samolotów i śmigłowców, bataliony rozpoznawcze, jednostki sił specjalnych. Część sił została co prawda przerzucona na front ukraiński, lecz okręg wciąż pozostaje dobrze uzbrojony.

Rosja grozi

Rosyjska propaganda zaczęła grozić wprost Litwie i Polsce, że w razie prób izolowania Królewca, państwa bałtyckie odczują gniew Kremla. Jakkolwiek Wilno i Warszawa są przygotowane na wszelkie retorsje gospodarcze czy dyplomatyczne, nie należy lekceważyć faktu, że tuż przy naszych granicach zostały rozmieszczone wyrzutnie rakiet Iskander-M, które obejmują swoim zasięgiem cały nasz kraj. Obszar jest przygotowany do samodzielnej obrony, gdyż na posiłki w razie konfliktu nie ma co liczyć. Prawdopodobnie znajduje się tam także taktyczna broń jądrowa. 

Realnie nie są to jednak takie siły jak na początku lat 90. i Zachód bez problemu poradzi sobie z ich rozbiciem. Rozdmuchanie kwestii Kaliningradu ma na celu także odwrócenie uwagi od sytuacji na Ukrainie oraz straszenie NATO otwarciem kolejnego frontu wojny hybrydowej. Zresztą stało się tak już rok temu, gdy przez granicę Polski, Litwy i Łotwy ruszyli migranci zwożeni przez Aleksandra Łukaszenkę. Teraz przesmyk suwalski ma koncentrować uwagę i odciągać Zachód od pomocy militarnej Ukrainie.

Sojusz Północnoatlantycki od wielu lat ma plany, w jaki sposób zachować ten kluczowy obszar dla siebie i nie dopuścić do połączenia się Białorusi i Rosji oraz do odcięcia krajów bałtyckich. Od pełnoskalowej inwazji typu ukraińskiego znacznie bardziej prawdopodobne są prowokacje i działania hybrydowe, pod pozorem akcji humanitarnych, skierowanych na poczucie winy Zachodu i odwołujące się do szeroko rozumianych praw człowieka. Niewykluczone są także działania o charakterze terrorystycznym. W rejonie działa system wczesnego ostrzegania, który alarmuje o wszelkiej podejrzanej aktywności. Zgromadzony w pobliżu potencjał oraz zbudowana infrastruktura umożliwiają podjęcie natychmiastowych działań po wykryciu zagrożeń. Wszystko po to, aby zapewnić bezpieczne funkcjonowanie sieci logistycznej na osi północ południe. Pod szczególną obserwacją są więc szlaki drogowe, kolejowe, mosty, bazy paliw, terminalne, magazyny. Sprawnie działają kwestie wywiadowcze, o czym mieliśmy się już szansę przekonać podczas kryzysu na granicy polsko- białoruskiej. W regionie funkcjonują wszelkie rodzaje wojsk – od służb specjalnych po ochotnicze oddziały Obrony Terytorialnej. Rozlokowane są tam siły sojusznicze NATO w ramach wysuniętej wzmocnionej obecności oraz w pobliżu stacjonuje 16. Dywizja Zmechanizowana. Najbliżej granicy znajduje się 14. Pułk Przeciwpancerny w Suwałkach. Obecny jest także 12. Batalion Lekkiej Piechoty WOT.  

Grupa batalionowa NATO stacjonuje zaś w Orzyszu. Oprócz Polaków składają się na nią żołnierze z USA, Wielkiej Brytanii, Rumunii i Chorwacji, a kwestia obroty tego terytorium była wielokrotnie przedmiotem ćwiczeń Europe Defender czy Saber Strike.

Polska się obroni

Warto podkreślić, że atakując kraje bałtyckie i Polskę, Rosja nie tylko narażałaby się na wojnę z NATO, ale przede wszystkim musiałaby się liczyć z utratą Obwodu Kaliningradzkiego na zawsze. Królewiec był lennem polskim a następnie częścią Królestwa Prus w Cesarstwie Niemieckim. Rosja nie ma najmniejszych szans na okupację żadnego terytorium Polski, a dodatkowo musiałaby to częściowo robić rękami Białorusi. Jak dotąd Mińsk nie jest skory do pełnoskalowego konfliktu z Zachodem.

Były minister obrony Janusz Onyszkiewicz uważa wypłynięcie kwestii przesmyku za rosyjski blef i sądzi, że otwieranie takiego frontu obecnie znacznie przekracza militarne możliwości agresora. – Rosja jest zaangażowana na Ukrainie w zasadzie na pełnię swoich możliwości. Otwieranie nowego frontu na przesmyku suwalskim, który byłby konfrontacją z NATO, przekracza rosyjskie możliwości wojskowe – powiedział Onyszkiewicz dla Polsat News. O tym, że przesmyk suwalski jest właściwie chroniony zapewnia też szef MON Mariusz Błaszczak.

Rosja eskaluje napięcie i grozi, że wkrótce przekaże Białorusi wyrzutnie rakiet Iskander-M oraz broń jądrową. Ma to związek z przyjęciem do Sojuszu Północnoatlantyckiego Finlandii i Szwecji i faktycznej utraty znaczenia w regionie. Do niedawna kraje bałtyckie były trudnym terenem do obrony dla NATO. Jednak wejście do Paktu dwóch silnych państw nordyckich zmienia tę sytuację. Jest pewne, że w razie konfliktu Litwini mogą liczyć nie tylko na stacjonujące tam wojska sojusznicze i Polaków, ale także Skandynawów.

– Jeśli chodzi o Kaliningrad i każdy korytarz lądowy, jesteśmy po to, by chronić wszystkich sojuszników w NATO. A to oczywiście obejmuje również przesmyk suwalski oraz terytorium zarówno Polski, jak i Litwy – zapewnił Jens Stoltenberg szef Sojuszu.