Komisja Europejska próbuje uciekać od odpowiedzialności za destabilizację unijnego rynku gazu

Zbigniew Kuźmiuk

W najbliższą środę odbędzie się posiedzenie Rady Unii Europejskiej ds. energii z udziałem komisarz ds. energii Estonki Kadri Simson, a już w mediach znalazły przecieki z treści projektu komunikatu, który ma zostać przyjęty.

Głównym przesłaniem tego komunikatu jest zalecanie krajom unijnym podejmowania wspólnych działań na rynku energii w duchu solidarności, aby zmniejszyć ryzyko braku równowagi między podażą i popytem w czasie zbliżającej się zimy i później (kraje z większymi zasobami gazu miałyby go przesyłać innym krajom, którym gazu będzie brakować). W komunikacie zawarte propozycje redukcji zużycia gazu w najbliższym okresie jesienno-zimowym, między innymi poprzez wdrażanie alternatywnych źródeł ciepła, ale także poprzez obniżenie temperatury w domach i mieszkaniach o 1 stopień, oraz zmniejszania ogrzewania budynków użyteczności publicznej, biur, budynków komercyjnych do 19 stopni.

Wygląda na to, że po decyzji Gazpromu o zablokowaniu dostaw gazu do Niemiec gazociągiem Nord Stream1 na razie do 20 lipca (przegląd i konserwacja gazociągu), nie tylko ten kraj wpadł w panikę, powagę sytuacji zrozumieli także urzędnicy Komisji Europejskiej. We wspomnianym komunikacie znajdują się stwierdzenia, które mogą budzić tylko zdumienie, KE bowiem pisze, że od 2009 roku prowadziła politykę dywersyfikacji dostaw gazu, nie wyjaśnia jednak dlaczego mimo to, zależność krajów Europy Zachodniej od dostaw gazu z Rosji w tym okresie, wyraźnie wzrosła. Taką politykę dywersyfikacyjną prowadziły tylko niektóre kraje Europy Środkowo-Wschodniej, takie jak Polska, czy Litwa, dlatego w komunikacie można było wymienić inwestycje zrealizowane przez te dwa kraje, głównie z własnych środków, przy symbolicznym tylko wsparciu z unijnego budżetu. Tak został zbudowany przez Litwę pływający gazoport w Kłajpedzie, przez Polskę gazoport w Świnoujściu, gazociąg Baltic Pipe, czy wspólnie zbudowany przez obydwa kraje, interkonektor gazowy.

Przypomnijmy, że jeszcze jesienią poprzedniego roku odpowiedzialny za transformację energetyczną I wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans, w sytuacji brutalnego szantażu gazowego realizowanego przez Gazprom, publicznie bronił rosyjską firmę. Przypomnijmy, także, że już w miesiącach letnich poprzedniego roku, Gazprom zmniejszył dostawy gazu istniejącymi rurociągami do Europy Zachodniej (a odpowiada za co najmniej 1/3 tego zaopatrzenia) i zaczął dostarczać gaz ze swoich dużych magazynów, które ma w Niemczech, Holandii i Czechach, czym znacząco obniżył zapasy w nich zgromadzone. Przestał także dostarczać gaz na rynek spotowy, choć wcześniej był na nim aktywnym graczem, mimo tego, że ze względu na gwałtowny wzrost cen gazu na tym rynku, tego rodzaju transakcje w ostatnich miesiącach są niezwykle opłacalne. Gdy na jesieni poprzedniego roku zapotrzebowanie na gaz wzrosło, i pojawiły się informacje o pustych magazynach, gwałtownie zaczęły rosnąć jego ceny, Gazprom ogłosił, że jest gotów dostarczać gaz nowym gazociągiem Nord Stream2 ale konieczna jest jego szybka certyfikacja, ze względu na nadzwyczajną sytuację na tym rynku.

Wtedy to właśnie Frans Timmermans, podczas swojej wizyty w Bułgarii, udzielił wywiadu tamtejszej telewizji bTV i niespodziewanie rozgrzeszył Gazprom z manipulacji na europejskim rynku gazowym. Powiedział między innymi „Rosja wypełnia swoje kontrakty na dostawy gazu i nie ma powodów aby uważać, że wywiera presję na rynek gazu i manipuluje nim” i dodał „popyt na gaz na globalnym rynku jest ogromny, są między innymi problemy w Chinach i Rosja stara się tam dostarczać maksymalne ilości gazu”. Czy trzeba lepszego „adwokata” Gazpromu w sytuacji kiedy większość ekspertów od rynku gazu twierdziła już wtedy, że to jednak polityka tej firmy i osobiście Putina od kilku miesięcy destabilizuje ten rynek i winduje ceny, do tego stopnia, że na początku października były one blisko 10 razy wyższe niż w październiku 2020 roku. Może nie od rzeczy będzie także przypomnienie, że wiceprzewodniczący Timermmans jest rusofilem, biegle włada językiem rosyjskim, a na początku swej działalności publicznej w latach 1990-1993, piastował stanowisko II sekretarza w ambasadzie Holandii w Moskwie. Gdy sytuacja na rynku gazu zrobiła się zupełnie dramatyczna, Timmermans w wywiadach sugeruje przejściowy powrót do węgla, a KE przygotowuje oświadczenia, które coraz bardziej przypominają „komunikaty z frontu gazowego”.