Tukidydes, Tagore, Roosevelt – o tej wojnie

Ryszard Czarnecki

Ciekawe, że ani agresor, czyli Rosja, ani napadnięty – Ukraina – nie eksponują dowódców, którzy kierują operacjami militarnymi. Ktoś zauważy złośliwie, że Rosjanie może i chcieliby kogoś wyeksponować, ale często-gęsto giną.

Jednak Putin jakoś nie chce, aby na tej wojnie wybił się jakiś dowódca, który z czasem może zacząć mieć ambicje polityczne, jak generał Lebiedź, który kandydował nawet na prezydenta, był gubernatorem, negocjatorem w Czeczenii, a wcześniej weteranem z Afganistanu. Ukraina eksponuje bohaterstwo zwykłych żołnierzy, ale dowódcy raczej pozostają anonimowi. Bohaterem ma być prezydent Zełenski – i jest. Jak mówi włoskie przysłowie: „To krew żołnierzy tworzy wielkość generałów”. Swoją drogą, do wojny toczonej tuż przy granicy Rzeczypospolitej przy użyciu m.in. polskiego i amerykańskiego sprzętu pasują słowa trzeciego amerykańskiego prezydenta, Jeffersona: „Aby rosło drzewo wolności, musi być od czasu do czasu użyźniane krwią bohaterów oraz krwią tyranów”. Skoro cofnęliśmy się o przeszło dwa wieki – powędrujmy dalej. Grecki historyk Tukidydes mówił: „Podstawą szczęścia jest wolność, a wolności – odwaga” (przy okazji: nie mylmy Tukidydesa historyka z jego dziadkiem Tukidydesem politykiem!).

Wspomniany tutaj Jefferson pewnie nie przypuszczał, że jeden z jego następców, ponad sto lat później, Franklin D. Roosevelt, stwierdzi czystą prawdę, mówiąc: „Wolności nie można otrzymać w darze, trzeba ją zdobyć”. Słuchając przed, mój Boże, 35 laty naszego polskiego papieża w Gdańsku, gdy mówił o wolności i że mamy nie chcieć takiej, która nic nie kosztuje, nie myślałem, że kiedyś przeczytam słowa hinduskiego poety, pierwszego laureata Nobla w dziedzinie literatury z Indii, a także pierwszego Azjaty z takim laurem – Rabindranatha Tagore, jakże korespondujące z myślą Jana Pawła II: „Zyskujemy wolność tylko wówczas, gdy zapłacimy za nią pełną cenę”. Słowa te dedykuję tym, którzy dziś – jak Polacy w historii – walczą „o wolność Waszą i naszą”…