Walczyliśmy z Niemcami, a nie nazistami

O odszkodowaniach za skutki II wojny światowej, w prawie międzynarodowym nazywane reparacjami, będziemy dyskutowali jeszcze długo. Polska w stosunku do Niemiec nie może ustąpić, a na pewno przyjdzie czas na podliczenie i wystawienie rachunku za wojnę i zbrodnie, jakie dokonała w Polsce Rosja.

Wojna zaczęła się przecież od podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow, w którym Niemcy i Sowieci uzgodnili podział Europy Środkowej i Wschodniej. W ramach tego porządku podpisano czwarty rozbiór Polski, a przez to likwidację państwa polskiego, wyniszczenie i zniewolenie obywateli Rzeczpospolitej i grabież wypracowanego przez wieki majątku.

Argumentów na oczywistość naszych racji jest aż nadto wiele i są one bardzo mocne. Niemniej, kilka z nich warto mocniej zarysować:

1/ Niemcy jako naród mieli pełną świadomość popełnianych zbrodni i czerpali z nich ogromne, mierzalne i bezpośrednie korzyści. Praca przymusowych robotników, zabór majątku: od zwierząt domowych i obowiązkowych dostaw żywności poczynając, po grabież bezcennych dzieł sztuki, książek, mebli, całych fabryk i na przetwórniach kończąc. Dobra z Polski trafiały w prywatne ręce niemieckich rolników, przemysłowców, handlowców, kolekcjonerów, bankierów. Nikt z nich nie miał prawa wierzyć, że Polacy czy Żydzi dobrowolnie oddają swój majątek i pracę Niemcom. Jeżeli chodzi o dzieła sztuki, do dzisiaj polskie państwo poszukuje dziesiątków tysięcy obiektów zrabowanych przez okupantów. Po zasobach finansowych, złocie, kosztownościach ślad zaginął. Podam jeszcze jeden znamienny przykład. Przed wojną było w Polsce ponad 4 mln koni (najwięcej w Europie na 1000 mieszkańców). Po wojnie mogliśmy się doliczyć 1 mln 400 tys. koni. Reszta 2,5 mln została zabita i rozkradziona przez okupantów. Szczególnie „poszukiwane” były konie ze słynnych polskich stadnin. Z hodowli koni arabskich przepadło 80% zwierząt.

2/ Czasem pada argument: dlaczego, dzisiaj po ponad siedemdziesięciu latach, mamy obciążać ciężarami następne pokolenia, które nie są winne zbrodniom swoich ojców i dziadków? Powód jest prozaiczny: skutki zbrodni są i będą odczuwały pokolenia potomków ofiar zbrodniczych działań katów, oprawców i złodziei. Im wreszcie należy się zadośćuczynienie za doznane krzywdy.

3/ Również moralnej odpowiedzialności za dokonane zbrodnie nie można zamknąć słownymi deklaracjami oraz kilkoma wieńcami pod pomnikami ofiar. Przyjdzie czas na sąd nad Rosją za zbrodnie dokonywane na Ukrainie. Czy wtedy też mają wystarczyć przeprosiny następców Putina i bukiety kwiatów składane w miejscach ludzkich kaźni?

4/ Państwo niemieckie wypłaciło już 75 mld euro obywatelom innych państw za szkody wojenne. Ponadto 89 mld euro trafiło do obywateli Niemiec, jako zadośćuczynienie za straty, jakie ponieśli w wyniku II wojny światowej. Te kwoty pokazują, że państwo niemieckie wyżej wycenia straty swoich obywateli niż krzywdy, jakie zadali innym narodom! Dwa argumenty chciałbym przypomnieć szczególnie.

Pierwszy: w czasie II wojny światowej nie powstał żaden liczący się ośrodek sprzeciwu wobec reżimu Hitlera, tak w samych Niemczech jak i poza granicami. Podkreślany w ostatnich latach spisek z lipca 1944, utożsamiany z osobą Clausa von Stauffenberga, zakończony nieudanym zamachem na Hitlera nie zmienia tego obrazu. Jego niepowodzenie wynikało z bardzo słabej organizacji, a ta z kolei swoje źródła miała w osamotnieniu i izolacji społecznej spiskowców. Zresztą jak pokazują źródła historyczne, organizatorzy zamachu jeszcze niewiele wcześniej były gorącymi zwolennikami polityki Hitlera, dopiero wizja upadku Niemiec pchnęła ich do działania. Co ciekawe, po wojnie w Niemczech przywódca spisku był uważany za zdrajcę, dopiero w latach osiemdziesiątych zaczęto Stauffenberga i jego wspólników gloryfikować. W odróżnieniu od dziesiątków tysięcy zbrodniarzy wojennych, którzy byli chronieni i wspierani przez władze Niemiec po wojnie. Zaś niemiecka polityka historyczna uznała, że nastał czas, aby za II wojnę światową i jej zbrodnie obciążyć nazistów, a nie Niemców.

Po drugie: Niemcy walczyli do końca wojny z pełnym zaangażowaniem. Wierzyli, że odwrócą losy wojny, jakimś genialnym, manewrem albo cudowną bronią. A każdy dzień wojny powiększał zakres zbrodni, liczbę ofiar, zwielokrotniał krzywdy i wyrządzone nieszczęścia. Losy wojny zostały jednoznacznie i definitywnie przesądzone po lądowaniu aliantów, a przede wszystkim Amerykanów we Francji. Podobnie jak w czasie I wojny światowej włączenie się Ameryki do wojny przeciwko Niemcom, rozstrzygnęło wynik konfliktu. Bez amerykańskiej pomocy Stalin nie doszedłby do Berlina. Nawet tak oczywisty fakt jak lądowanie Aliantów nie spowodował w niemieckiej armii czy społeczeństwie naturalnego odruchu sprzeciwu wobec kontynuowania wojny. Żaden liczący się oddział niemieckiej armii nie podał się, aby uniknąć ofiar i zniszczenia. Do końca funkcjonował przemysł, transport, zaopatrzenie wojenne. Nie było strajków, protestów, realnych i liczących się oznak oporu.

Były próby porozumiewania się z zachodnimi aliantami, nawiązywane przez spiskowców z grupy Stauffenberga, tyle że byli to zbrodniarze wojenni, którzy odpowiadają za tysiące ofiar wśród ludności cywilnej i jeńców. Co więcej, nie byli w stanie zagwarantować, że ustalenia z nimi podjęte nie zostaną przekreślone przez zwolenników kontynuowania wojny. Również Stauffenberg miał na swoim sumieniu tyle przestępstw, że według powszechnie przyjętych kryteriów powinien być sądzony również jako zbrodniarz wojenny. Claus von Stauffenberg był gorącym i aktywnym wyznawcą ideologii narodowo-socjalistycznej. Zwrot nastąpił dopiero gdy zetknął się brutalnością reżimu. Do zmiany jego zdania przyczyniły się porażki wojenne. Stwierdził wówczas, że w interesie Niemiec jest odsunięcie Hitlera od władzy. Jednak ze względu na poparcie, jakie Hitler miał wśród Niemców, usunąć można go było jedynie przez zamach. Zamach się nie powiódł, co jeszcze umocniło przywódcę III Rzeszy.

W latach osiemdziesiątych śp. Stefan Kisielewski napisał, że w czasie wojny (a przeżył ją w Warszawie), nie przypomina sobie, abyśmy walczyli z nazistami, wojna toczyła się z Niemcami.

Lakoniczne stwierdzenie wielkiego intelektualisty warto przypominać, aby trzymać się prawdy.

Jerzy Szmit

Polski polityk, publicysta, samorządowiec, były marszałek województwa warmińsko-mazurskiego, senator VI kadencji, poseł na Sejm VII kadencji. Prezes Fundacji im. Piotra Poleskiego.