Podwójne standardy KE. Kiedyś kara 250 tys. euro za nieprzyjęcie uchodźcy, teraz wsparcie za przyjęcie tylko 50 euro

Zbigniew Kuźmiuk

W kwietniu 2016 roku, kiedy okazało się, że nie działa administracyjny rozdział uchodźców pomiędzy poszczególne kraje członkowskie, który wprowadziła Komisja Europejska, zapowiedziano wprowadzenie kar w wysokości 250 tys. euro za każdego nie przyjętego uchodźcę.

Kary za nieprzyjmowanie uchodźców

Mówił o tym ówczesny przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który komentując – między inni – decyzję polskiego rządu, stwierdził, że wprawdzie kraje członkowskie mogą postanowić o nie przyjmowaniu uchodźców ale wiąże się to z określonymi konsekwencjami.

I z wyraźną satysfakcją zapowiedział, że będzie to 250 tys. euro za każdego nieprzyjętego uchodźcę (liczba uchodźców przypadająca na każdy kraj członkowski została policzona wg specjalnego wzoru opracowanego przez KE), podkreślając, że takie jest unijne prawo.

Ostatecznie koncepcja mechanicznego rozdziału uchodźców została zablokowana przez między innymi rządy Polski, Węgier, Czech i Słowacji, KE widząc, że nie da rady jej przeforsować, zaproponowała system dobrowolnych przyjęć.

Z jednej strony, KE straszyła kraje członkowskie karami za nieprzyjmowanie uchodźców, z drugiej, w tym samym czasie negocjowała z Turcją porozumienie o zatrzymaniu na terytorium tego kraju, uchodźców z ogarniętej wojną Syrii, którzy szturmowali granicę turecko- grecką i masowo dostawali się na teren UE.

W jego wyniku za przyjęcie około 1,5 mln uchodźców, Turcja otrzymała 3 mld euro przez pierwsze 3 lata realizacji tego porozumienia, w roku 2018 podpisano nowe na następne 3 lata w wyniku, którego KE przekazała temu krajowi kolejne 3 mld euro.

Środki na realizację tego porozumienia z Turcją pochodziły z unijnego budżetu ale zostały także uzupełnione przez dodatkowe wpłaty wszystkich państw członkowskich proporcjonalnie do ich udziału w unijnym DNB.

W tym przypadku mamy więc kwotę po około 20 tys. euro na jednego uchodźcę na 3 lata, a więc ponad 6,5 tys. euro rocznie, przy czym środki te obejmowały objęcie uchodźców opieką zdrowotną, a ich dzieci, edukacją szkolną.

Wojna na Ukrainie

Teraz w sytuacji kiedy z Ukrainy w wyniku rosyjskiej inwazji uciekło poza granice tego kraju ponad 6 mln osób i większość z nich zatrzymała się w krajach sąsiadujących, KE nie jest skora do uruchamiania środków na wsparcie krajów członkowskich.

Najpierw podjęto decyzję, że kraje UE przyjmujące uchodźców, mogą wydatkować na ich utrzymanie środki z unijnego budżetu na lata 2014-2020, dlatego, że w związku z zasadą n+3, środki z niego mogą być rozliczane do 2023 roku włącznie.

Tyle tylko, że te środki to tzw. resztówki w poszczególnych krajach członkowskich, mające się nijak do kosztów związanych z setkami tysięcy uchodźców (w Polsce milionami), którzy jak wszystko na to wskazuje, będą przebywali jeszcze długo poza granicami swojego kraju.

Następnie KE sugerowała możliwość wykorzystania środków z obecnego wieloletniego budżetu na lata 2021-2027, choć i te środki mają już swoich beneficjentów, którzy już dawno zaplanowali ich wydatkowanie na inne cele niż finansowanie uchodźców.

W tym tygodniu wreszcie KE podjęła decyzję o przeznaczeniu pierwszych środków w wysokości 248 mln euro na uchodźców przyjmowanych przez kraje sąsiadujące z Ukrainą, mianowicie: Polskę, Rumunię, Węgry, Słowację i Czechy.

Z tej kwoty około 150 mln euro przypadło na Polskę, zakładając, że w Polsce przebywa około 3 mln uchodźców z 3,5 mln, które od momentu wybuchu wojny przekroczyło naszą granicę, na jednego uchodźcę przypada skromna kwota około 50 euro.

Jak pisze KE, kraje członkowskie mogą wykorzystać otrzymane fundusze, aby zapewnić natychmiastową pomoc taką jak żywność, transport i tymczasowe zakwaterowanie dla osób uciekających przed wojną.

Środki te są jednak niewspółmierne w stosunku do kosztów jakie ponosi Polska w związku z utrzymaniem uchodźców, wstępne koszty tylko dla 2 mln uchodźców, którzy będą przebywali na terenie naszego kraju, tylko do końca tego roku, zostały oszacowane na ok.11 mld zł.