Czy Verhofstadt przekona Zełenskiego, czy odwrotnie?

Ryszard Czarnecki

W zeszłym tygodniu w stolicy Irlandii – Dublinie do Międzynarodówki Liberalnej (Liberal International) przyjęto partię rządzącą Ukrainą – „Sługę Ludu” prezydenta Zełenskiego. Nie było to żadną niespodzianką, ponieważ wcześniej największa partia jednoizbowego ukraińskiego parlamentu – Werchownej Rady była już w rodzinie ALDE (skrót od angielskiej nazwy: Alliance of Liberals and Democrats for Europe Party – Partia Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy).

Ciekawe, co teraz będzie? Czy założyciel Flamandzkich Liberałów i Demokratów (partii członkowskiej LI oraz ALDE), znany z antypolskich poglądów i działań były premier Belgii (w latach 1999-2008) Guy Verhofstadt – ten sam, który opowiadał, że 11 listopada w Warszawie na Marszu Niepodległości maszerowało 70 tysięcy faszystów (za co nigdy nie został ukarany przez władze Parlamentu Europejskiego) – będzie teraz przekonywał Wołodymyra Zełenskiego, jaka ta Polska jest okropna? Czy odwrotnie: ukraiński prezydent powie Flamandowi, żeby napił się zimnej wody i politycznie otrzeźwiał?

Wybór Dublina na miejsce kongresu nie był przypadkowy: liberałowie w Irlandii żywią się politycznie konfliktem między dwoma centroprawicowymi partiami, które wyrosły z ruchu walki o niepodległość „Zielonej Wyspy”, aby potem śmiertelnie się skłócić. Chodzi o Fianna Fail (Partia Republikańska, dosł. tłumaczenie z irlandzkiego „żołnierze losu”) oraz An Pairti Deonlathach (Progresywni Demokraci). Właśnie z tej partii irlandzkich liberałów (Progresywni Demokraci) pochodził jedyny dotąd irlandzki przewodniczący europarlamentu Pat Cox, który funkcje tę sprawował w latach 2002-2004, a którego my Polacy pamiętamy doskonale, bo był to czas wchodzenia Polski do UE. Skądinąd był to czas ostatniego sojuszu Europejskiej Partii Ludowej – EPP (czyli chadeków) i ALDE (liberałów), który oczywiście decydował o podziale stanowisk w PE. Najpierw przewodniczącą europarlamentu została druga w historii kobieta, po Francuzce Simone Weil – też Francuzka, przedstawicielka gaullistów, katoliczka Nicole Fontaine, a na drugą połowę kadencji 1999-2004 wspomniany Irlandczyk. Potem już przez kolejne cztery kadencje Parlamentem Europejskim rządziła i rządzi tzw. Wielka Koalicja – chadeków i socjalistów.

Z polityków z Polski we frakcji liberałów w PE był w kadencji 2004-2009 Bronisław Geremek oraz jego towarzysze partyjni z Partii Demokratycznej (między innymi Grażyna Staniszewska i Jan Kułakowski). Potem jeszcze doszlusował, wyrzucony z PO, b. prezydent Warszawy Paweł Piskorski. Po kolejnych wyborach europejskich w latach 2009, 2014 i 2019 żadna partia z Polski nie zasilała liberałów. Uczyniła to w 2021 roku samotna uciekinierka z PO pani von Thun und Hohenstein.

We frakcji liberałów w PE była też kontrowersyjna Partia Pracy (sic!) z Litwy, założona przez rosyjskiego oligarchę, który działał w Wilnie i tam miał siedzibę swojej prywatnej partii, ale mieszkał w Moskwie i stamtąd częstokroć dolatywał na posiedzenia europarlamentu. Jego nazwisko: Wiktor Uspaskich. Ostatecznie wyrzucono go z grupy liberałów w PE, ale dopiero niemal 6 lat po aneksji Krymu przez Rosję, bo na przełomie 2019 i 2020 roku! Zatem rosyjski oligarcha – liberał, ale dziś już niezrzeszony – Uspaskich nie porozmawia w ALDE z przywódcą Ukraińców walczących z Rosją o wolność Zełenskim – ale wróg polskiej wolności Verhofstadt będzie miał taką możliwość pewnie nie raz. Czy pan Wołodymyr resocjalizuje pana Guya?