Prof. Górski: Scholz pogrąża Niemcy – niech rządzi jak najdłużej

Grzegorz Górski

Rozwój wydarzeń w wojnie rosyjsko – ukraińskiej w ostatnich kilkunastu dniach pokazuje wyraźnie dokonujący się przełom. Z jednej strony Rosjanie są już tak wyczerpani, że nie notują istotnych postępów, ale ponoszą wciąż olbrzymie straty. Z drugiej strony Ukraińcy w coraz większym zakresie korzystają z nowoczesnego sprzętu dostarczanego przez sojuszników i tu efekty widać coraz lepiej. Proces ten będzie narastał, bo wprowadzenie do walki wielu rodzajów uzbrojenia wymaga często kilkutygodniowego przeszkolenia. Żołnierze Ukraińscy sukcesywnie będą w nadchodzących dniach je kończyć, a to oznacza, iż w coraz szerszym zakresie będą razić Rosjan sprzętem, któremu ci nie są w stanie się przeciwstawić.

Świadomość tego faktu narasta zwłaszcza w Niemczech i we Francji i to powoduje coraz bardziej nerwowe ruchy po ich stronie. Szczególnie interesujące jest to co się dzieje w Niemczech. Widać wyraźnie, że Niemcy stanęli pod ścianą i wykonują coraz bardziej dramatyczne ruchy. W ciągu kolejnych tygodni zaczną one doznawać realnych skutków swojego uzależnienia od Rosji. Do tej pory skutki dramatycznego wzrostu cen gazu ich omijały. Mechanizm który kształtował ceny gazu kupowanego przez nich od Rosji był tak skonstruowany, iż wzrost był silnie odłożony w czasie i nie odzwierciedlał realnego wzrostu cen. Jednak długotrwałość tego procesu, a także stopniowo wprowadzane ograniczenia dostępności rosyjskiego surowca, skutkują zastępowaniem go o wiele droższym gazem z innych kierunków. Wywołuje to katastrofalne skutki dla niemieckiego przemysłu, który jak wiadomo odgrywa główną rolę w kształtowaniu polityki niemieckiej.

Przemysł ten miał w obliczu dynamicznego rozwoju obszaru azjatyckiego różnorakie problemy. Jeszcze w początkach XXI wieku obecny prezydent Steinmeier nakreślił główne cele polityki niemieckiej na najbliższe 30 lat. Wskazał tam, że siła Niemiec jest uwarunkowana utrzymaniem pozycji niemieckiego przemysłu. Ten jednak wskutek utraty konkurencyjności w konfrontacji z Ameryką i z Azją, potrzebował odpowiedniego wsparcia politycznego. Steinmeier nakreślił zatem jako główne zadania uczynienie z obszaru środkowoeuropejskiego stabilnego rynku zbytu dla niemieckich produktów (miało to dać czas na wzmocnienie konkurencyjności) oraz przestrzeni eksploatacji taniej siły roboczej. Innymi słowy wymagało to zwasalizowania krajów Międzymorza (to uczyniono wykorzystując „akcesję” tych krajów do UE). A kluczową rolę pełnił tu D. Tusk, który w imieniu Niemiec realizował na różnych stanowiskach te dyspozycje.

Niemcy przenieśli istotną część swojej produkcji do tych krajów wykorzystując tanią siłę roboczą oraz krótkie linie zaopatrzeniowe. Dzięki temu zachowali konkurencyjne ceny dla swoich produktów (zwłaszcza samochodów i maszyn) i tym samym pozycję w świecie. Ten manewr pozwolił im także radykalnie wzmocnić ich pozycję w Unii Europejskiej, którą po wypchnięciu Brytyjczyków uczynili całkowicie swoim narzędziem.

Dzięki temu mogli też realizować zmiany w swoim modelu energetycznym – a więc wyłączać elektrownie węglowe oraz elektrownie atomowe.

Ubytki energetyczne – i tu dochodzimy do istoty problemu – miały im zagwarantować stabilne dostawy tańszego niż dla innych rosyjskiego gazu. To jednak wymagało „specjalnych relacji z Rosją”. Miłość do Putina wynikała więc nie tylko z tego, że ten w swoich szafach posiada wiele interesujących materiałów na temat prawie wszystkich głównych graczy na niemieckiej scenie politycznej. Był potrzebny niemieckiemu przemysłowi oraz zaspokojeniu niepohamowanego dążenia każdej niemieckiej duszy do dominacji nad światem (albo chociaż jego części).

Jak działał ten mechanizm, pokazuje niemiecka furia w zwalczaniu Trumpa. Trump bowiem zniósł wszelkie ograniczenia na wydobywanie ropy i gazu w Ameryce oraz promował ich eksport. Surowiec amerykański okazał się szybko bardzo konkurencyjny, dzięki czemu przemysł amerykański ponosił o ponad połowę niższe koszty energii. Dla Niemiec była to katastrofa. Stąd robili wszystko, aby Trumpa kompromitować i zainwestowali olbrzymie pieniądze w wybór Bidena, który – realizując interesy niemieckiego przemysłu – szybko zamknął rozwój amerykańskiego sektora wydobywczego.

I tu wracamy do najbliższych tygodni i miesięcy. Cały ten budowany przez ćwierć wielu model niemiecki wali się w gruzy. Tu już nie chodzi przecież tylko o to, że Niemcy będą się kąpać raz w tygodniu oraz ograniczać ilość gazu niezbędnego do przygotowywania posiłków w domach. To rzecz ważna, ale trzeciorzędna. Tu chodzi o przyszłość całej niemieckiej gospodarki, a tym samym pozycji nie tyle nawet w świecie, a choćby w Europie. Aby bowiem silnie podporządkować sobie przestrzeń europejską Niemcy byli głównymi orędownikami „zielonego ładu”, który miał wykończyć potencjalnie rysującą się konkurencję (zwłaszcza V4). Teraz jednak już nawet wymysły Timmermansa trzeba będzie odłożyć na półki, bo bez odbudowy energetyki węglowej Niemcy po prostu padną. Tym bardziej, że właśnie choćby V4 opierając się na taniej energii węglowej, której Polska i Czechy są doskonałym zapleczem, mogą szybko wywindować się na poziom zagrażający interesom Niemiec.

Z tej perspektywy widać wyraźnie, że Niemcy potrzebują i Putina i jego gazu w stopniu, który przekracza pojmowanie większości Europejczyków. I rzeczywiście walczą o swoje przetrwanie, które zależy wyłącznie od tego, czy uda się skończyć wojnę w sposób „nie upokarzający Rosji”. A na to rokowania są coraz mniejsze i stąd ta olbrzymia nerwowość w Berlinie.

I chociaż Niemcy ostatnio mocno zainwestowali w usunięcie Johnsona, który niezwykle trafnie odczytywał tę sytuację, to wcale nie przybliża ich to do ostatecznego sukcesu. Stało się tak, bowiem chociaż zainwestowali w Bidena, to jednak amerykański deep state okazał się silniejszy niż nawet najgorszy w historii, sponsorowany z Berlina prezydent USA.

W polskim interesie jest dzisiaj to, aby w Niemczech jak najdłużej rządzili Scholz i jego ekipa. Nic bardziej nie gwarantuje wpędzenia Niemiec w olbrzymie problemy, a w konsekwencji odpychania przez Amerykanów i resztę rozsądnej Europy Rosjan. To wielka szansa dla Polski.

Grzegorz Górski

facebook/grzegorz gorski