Po dwóch stronach kanału

Ryszard Czarnecki

Zjednoczone Królestwo ma trzecią w historii kobietę premiera. Z całą pewnością przypomina ona bardziej Theresę May niż Margaret Thatcher. Żelazna Dama miała charyzmy więcej niż kilku jej męskich poprzedników i następców. Mrs Truss jest bardziej technokratyczna i nie czaruje tłumów, jak czynił to Boris Johnson.

Ale jednak to ona zapewniła sobie bezpieczne zwycięstwo w wyścigu do 10 Downing Street: wiedziała, że o zwycięstwie w prawyborach Partii Konserwatywnej decydują szeregowi członkowie, a nie dziennikarze czy elity, których ulubieńcem był jej rywal Rishi Sunak. Co ten wybór oznacza dla Europy i świata? Kontynuację polityki Londynu: ostry kurs wobec Rosji, zbliżenie z Polską i Ukrainą, dystans do Francji i Niemiec, utrzymanie priorytetowych relacji z USA, intensyfikację relacji polityczno-gospodarczych z Japonią i Koreą, ożywienie Wspólnoty Brytyjskiej, niechęć – wraz z USA i Australią – do Chin. Truss ogłoszono zwycięzcą wyborów u torysów w dniu, w którym prezydent Francji wystąpił w roli obrońcy Rosji i zaatakował nasz region Europy (w domyśle: Polskę). Monsieur Macron i Mrs Truss oddzieleni są nie tylko kanałem La Manche, ale pochodzą z zupełnie innych politycznych planet.