Coraz więcej oskarżeń wobec Niemiec o doprowadzenie Europy do kryzysu energetycznego

Zbigniew Kuźmiuk

W związku z trudną sytuacją w energetyce krajów Europy Zachodniej w mediach pojawiają się coraz częściej oskarżenia pod adresem Niemiec, że to wieloletnia polityka tego kraju, doprowadziła do niespotykanego od II wojny światowej, kryzysu energetycznego (tak uważa np. belgijski ekspert ds. energetyki z uniwersytetu w Liege, Damien Ernst w wywiadzie dla PAP).

Energetyczne powiązania Rosji i Niemiec

Niemcy nie tylko rezygnowali pośpiesznie z węgla kamiennego i brunatnego w energetyce ale zakwestionowali także atom w swym miksie energetycznym, stawiając na energię z wiatru i słońca.

W tej sytuacji stabilizatorem systemu energetycznego w Niemczech, musiał stać się gaz, a ponieważ Niemcy nie mają własnych zasobów, postawili na gaz z Rosji, który dla nich ten kraj sprzedawał na specjalnych warunkach cenowych.

Ba, przez wiele lat relacje handlowe z Rosją układały się tak dobrze, że Niemcy uznali, że nie tylko będą zaopatrywali swój przemysł, w tym energetykę, ale przede wszystkim będą hubem tego gazu dla całej Europy.

Stąd wspólne infrastrukturalne projekty z Rosją, budowa 2 nitek Nord Stream1 o możliwości przesyłowej 55 mld m3 ,a w ciągu kilku następnych lat 2 kolejnych rur Nord Stream2 o podobnej wydajności.

Kiedy jednak Rosja mocno uzależniła Niemcy od swojego gazu, jednocześnie razem z nimi wybudowała aż 4 rury gazociągu na dnie Bałtyku, którym mogła przesyłać aż 110 mld m3 gazu do krajów Europy Zachodniej, tak naprawdę przesył gazu na Zachód przez terytorium Ukrainy, nie był już Rosji potrzebny.

To właśnie dokończenie Nord Stream, było dla Rosji sygnałem, że może zaatakować Ukrainę, bo ewentualna blokada przesyłu rosyjskiego gazu przez ten kraj, nie była już dla Rosjan wcale groźna.

Nie ulega więc wątpliwości, że wybudowanie 4 rur gazociągu Nord Stream zwolniło ostatnie rosyjskie hamulce przed zaatakowaniem Ukrainy, zwłaszcza, że po aneksji Krymu i zajęciu części obwodów Ługańskiego i Donieckiego w 2014 roku, unijne sankcje nałożone na Rosję były mniej niż symboliczne.

Niestety ta wybitnie prorosyjska polityka energetyczna prowadzona przez Niemcy, miała ogromny wpływ na kształtowanie się unijnej polityki energetycznej, w niej także eliminowano węgiel, blokowano powstawanie nowych elektrowni jądrowych i forsowano energię odnawialną, a stabilizatorem systemów energetycznych miał być gaz.

Rosji było w to graj, od jej gazu uzależniały się nie tylko Niemcy ale także inne kraje Europy Zachodniej, im więcej tego surowca Rosja do tych krajów wysyłała, tym była pewniejsza, że jak zaatakuje po raz kolejny Ukrainę, reakcja UE będzie podobna jak w 2014 roku.

Na szczęście srodze się zawiodła, Ukraina dzielnie się broni, a kraje Europy Środkowo-Wschodniej, wymusiły ostrzejszą reakcję UE na tę agresję, stąd aż 7 pakietów sankcji, i choć niektóre z nich są „dziurawe”, to jednak poważnie osłabiają gospodarkę Rosji.

UE wobec wojny

Rosja rewanżuje się Unii, zdecydowała się nawet na szantaż gazowy, a ponieważ Niemcy są najsilniej uzależnione od rosyjskiego gazu, to zablokowanie dostaw do Niemiec gazociągiem Nord Stream1, wywołało w tym kraju wręcz panikę.

Poprzez działania KE, Niemcy chcieli wymusić oszczędności gazu w innych krajach, a tak zgromadzone rezerwy, miałyby być w sytuacji poważnych braków gazu, przekazywane do naszych zachodnich sąsiadów.

To się jednak nie udało, większość krajów UE protestuje przeciwko takim rozwiązaniom, są przekonane, że Niemcy, pogłębiając swoje uzależnienie od rosyjskiego gazu, a w konsekwencji także UE, doprowadzili do największego po II wojnie światowej kryzysu energetycznego.

W tej sytuacji, to nie Niemcy powinni teraz wskazywać jak z tego kryzysu ma wychodzić Unia Europejska i to nie ich propozycje powinna teraz forsować Komisja Europejska na posiedzeniach Rady Europejskiej.

Najwyższy czas aby to uzmysłowić zarówno Niemcom jak i realizującej ich politykę przewodniczącej KE.