Królowa paru epok i wielu narodów

Ryszard Czarnecki

Śmierć najdłużej w historii panującego brytyjskiego monarchy, czyli królowej Elżbiety II, każe zastanowić się nad rolą, jaką przez siedem dekad odgrywała ona w polityce międzynarodowej Londynu. Być może warto spojrzeć na to szerzej: jak bardzo pożyteczna jest instytucja królestwa i znaczenie, jakie ma w funkcjonowaniu zewnętrznym i wewnętrznym Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej?

Aby zrozumieć fenomen popularności, dość powszechnej sympatii, ale też szacunku, jakim darzono Elżbietę – najstarszego monarchę świata – trzeba sobie uświadomić, że była ona – i będą jej następcy – nie tylko królową Brytyjczyków, ale także czternastu innych państw brytyjskiej Wspólnoty Narodów – Commonwealthu. Poza najbardziej znanymi, jak Kanada, Australia czy Nowa Zelandia, są to również: Antigua i Barbuda, Bahamy, Belize, Grenada, Jamajka, Papua-Nowa Gwinea, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Tuvalu i Wyspy Salomona. Formalnie Elżbieta II była też królową Baliwatu Guernsey i Baliwatu Jersey, Wyspy Mann i Niue.

Monarchini 15 państw – a kiedyś 34…

Aby z kolei zrozumieć fenomen nie tylko ciągłości władzy, ale długości panowania królowej Elżbiety II, trzeba wiedzieć, że panowała ona w czasie, gdy na Wyspach Brytyjskich funkcjonowało aż 15 (sic!) premierów Jej Królewskiej Mości, łącznie z ostatnią Liz Truss, z którą monarchini zdążyła się spotkać w ostatnich dniach życia. Skądinąd nowa lokator 10 Downing Street była pierwszą w dziejach, której brytyjski monarcha powierzył obowiązki szefa rządu nie w Londynie, ale w wakacyjnej rezydencji Balmoral (ze względu na stan zdrowia Elżbiety II). Skądinąd była to ulubiona rezydencja zmarłej królowej.

Wspomniałem, że brytyjski władca jest głową w sumie 15 krajów. To stan obecny, jednak w sumie historycznie Elżbieta II była królową również innych 19 państw, które ostatecznie zerwały formalne więzy z Londynem, choć często mają z nim specjalne relacje polityczne i gospodarcze. Chodzi o następujące kraje: 1. Barbados (do 2021 r.); 2. Cejlon (czyli Sri Lanka, do 1972); 3. Fidżi (do 1987); 4. Gambia (do 1970); 5. Ghana (do 1960); 6. Gujana (do 1970); 7. Kenia (do 1964); 8. Malawi (do 1966); 9. Malta (do 1974); 10. Mauritius (do 1992); 11. Nigeria (do 1963); 12. Pakistan (do 1956); 13. Sierra Leone (do 1971); 14. Związek Południowej Afryki (do 1961); 15. Tanganika (do 1962); 16. Trinidad i Tobago (do 1976); 17. Uganda (do 1963); 18. Rodezja Południowa (do 1979); 19. Rodezja Północna (do 1964).

Była więc w sumie królową 34 państw.

Rekordy Elżbiety II

Można skupiać się na różnych rekordach, w tym długowieczności królowej Elżbiety II. Była żoną króla Filipa 73 lata. Odbyła blisko 100 podróży zagranicznych. Pod koniec panowania miała poparcie około 70 proc. rodaków – bo wcześniej różnie z tym bywało. Krytykowano ją, w moim przekonaniu przesadnie, za dystans do synowej, księżnej Diany, a także za to, że królowa zwlekała z wydaniem oficjalnego oświadczenia po jej śmierci.

Była najdłużej panującym brytyjskim monarchą: przed siedmioma laty pobiła rekord swojej praprababci – królowej Wiktorii, która rządziła 63 lata. Rok później stała się najdłużej panującym żyjącym władcą. Stało się tak po śmierci panującego przez 70 lat i 120 dni króla Tajlandii – Ramy IX. Niespełna trzy miesiące temu pobiła rekord długości współczesnego panowania, bijąc rekord władcy z Bangkoku. Tylko jeden jedyny król w historii świata rządził dłużej niż ona. Był to francuski władca Król Słońce, Ludwik XIV – 72 lata w koronie.

Teraz te wszystkie rekordy, podobnie jak fakt, że w całym życiu miała około 30 psów rasy corgi, fascynują i wpadają w pamięć, choć nie one są najważniejsze. Znacznie ważniejsza jest rola brytyjskiej królowej na wszystkich zakrętach brytyjskiej historii. Władała państwem będącym spadkobiercą „imperium, nad którym nie zachodziło słońce”.

Jako bardzo młoda władczyni musiała się zmierzyć z kryzysem związanym z wojną o panowanie nad Kanałem Sueskim. Niedługo potem jej imperium zaczęło się kurczyć. Kolejne państwa w Afryce (zwłaszcza) i Azji podejmowały decyzje o politycznym rozwodzie z Londynem. Inna sprawa, że były to rozwody w główniej mierze „aksamitne”. Proces emancypacji brytyjskich kolonii trwał długo i zahaczył w politycznej biografii królowej Elżbiety o kolejne przełomowe wydarzenie, jakim było wejście Zjednoczonego Królestwa (obok zresztą Irlandii i Danii) do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (EWG) w 1973 r. Kilka lat później doszło do jedynej „prawdziwej” wojny z udziałem Wielkiej Brytanii za czasów panowania Elżbiety Aleksandry Marii Windsor (nie licząc późniejszych interwencji wojskowych w Iraku czy Afganistanie, które wszak nie spełniają definicji „klasycznej” wojny). Chodzi oczywiście o konflikt zbrojny z Argentyną o wyspy zwane przez Brytyjczyków Falklandami, a przez państwa Ameryki Łacińskiej – Malwinami. W tym samym czasie Wielką Brytanią wstrząsały powszechne strajki górnicze, ewidentnie wspierane przez Związek Sowiecki finansujący niektórych przywódców związkowych. Na świecie w tym samym czasie miała miejsce inwazja tegoż Związku Sowieckiego na Afganistan, co zaowocowało powrotem do cold war, czyli zimnej wojny. Świat przypomniał sobie pojęcie ukute przez rodaka królowej Elżbiety, premiera Jej Królewskiej Mości Winstona Churchilla (od królowej dostał tytuł szlachecki w 1953 r.): iron curtain (żelazna kurtyna). Dekadę po zajęciu przez „imperium zła” Kabulu i rok po zestrzeleniu nad Szkocją przez libijskich terrorystów samolotu pasażerskiego amerykańskich linii lotniczych Pan Am nastąpił szybko postępujący rozpad „czerwonej Rosji” – ZSRS.

Wszystko to działo się w czterech pierwszych dekadach panowania królowej – największej miłośniczki kapeluszy ze wszystkich monarchiń XX i XXI w.

Brytyjska królowa o Polsce

Na świecie szanowano hiszpańskiego króla Juana Carlosa, któremu – w dużym stopniu słusznie – przypisywano pokojowe, bez rozlewu krwi przejście od prawicowych rządów twardej ręki generalissimusa Franco do demokracji, gdy władzę przejęła PSOE, czyli socjaliści premiera Felipe’a Gonzáleza. Później autorytet monarchy z Madrytu, także w wyniku skandali finansowych związanych z jego zięciem, nieco przygasł. Jednak hiszpański król, choć przecież również reprezentował spadkobiercę innego „imperium, nad którym nie zachodziło słońce”, nigdy nie był choć w części tak znany i popularny jak Queen Elizabeth. Nie mówię już o królach i królowych państw skandynawskich, znanych, jeśli już, raczej w kręgu krajów nordyckich, bo przecież słabo rozpoznawanych na Starym Kontynencie. Dotyczy to również monarchów państw Beneluxu. Dla nas, Polaków, na pewno bardziej rozpoznawalna jest postać obecnej królowej Belgii – Matyldy, ze względu na jej polskie pochodzenie (jej matka Anna Komorowska jest Polką). Gdy przed kilku laty byłem przedstawiany belgijsko-polskiej monarchini, powiedziałem do niej parę słów nie tylko po francusku, a także po polsku. Skwitowała to miłym uśmiechem…

No właśnie. Dla nas Polaków ważne są polskie konteksty królowej Elżbiety. W naszym kraju była tylko raz (gościła wtedy m.in. w warszawskim Teatrze Wielkim, gdzie również byłem zaproszony przez stronę brytyjską). Jej przodek król Kanut był siostrzeńcem pierwszego polskiego króla Bolesława Chrobrego. Podobają się nam jej wypowiedzi na temat naszego kraju. O czasach II wojny światowej, rozpoczętej przez Niemców agresją na nasz kraj, mówiła: „Kto wie, czy płomień wolności nie zostałby zduszony, gdyby w tamtych dniach nie stała przy nas Polska”. Przypomniała też najtrudniejszy dla Polaków czas zdrady przez aliantów i okupację sowiecką: „Wojna nas połączyła, ale potem podzieliła, bo rok 1945 nie wszystkim przyniósł wolność”.

Odeszła brytyjska królowa, która mówiła: „Polska potrzebuje Europy, ale także Europa potrzebuje Polski”. Królowa, która w czasie przemówienia przed połączonymi izbami polskiego parlamentu powiedziała w naszym języku ojczystym: „Żeby Polska była Polską”.