Tuż przed oddaniem inwestycji na Mierzei Wiślanej, okazuje się, że PO ją zawsze popierała

Zbigniew Kuźmiuk

W najbliższą sobotę 17 września odbędzie się oddanie do użytku przekopu Mierzei Wiślanej i inwestycji towarzyszących i niespodziewanie dopiero teraz, okazuje się, że Platforma zawsze tę inwestycję popierała.

Tak przynajmniej stwierdził w debacie telewizyjnej poseł Platformy Michał Jaros, ważna persona w tej partii, bo już pod przewodnictwem Tuska, został przewodniczącym regionu dolnośląskiego. Poseł Jaros mówił, że Platforma zawsze była za realizacją tego przedsięwzięcia, co więcej ponoć ta partia popiera wszystkie inwestycje o charakterze strategicznym, takie jak budowę tunelu pod Świną łączącego Świnoujście ze stałym lądem, Baltic Pipe, czy Centralny Port Komunikacyjny (CPK) z jego częścią kolejową.

To zadziwiająca zmiana retoryki, jakby politycy Platformy liczyli na krótką pamięć opinii publicznej, tyle tylko, że wystarczy zajrzeć do internetu, a tam ciągle są filmiki z udziałem europosła Janusza Lewandowskiego, czy europoseł Róży Thun, którzy nie tylko kwestionują sensowność tej inwestycji, ale także twierdzą, że łamie ona polskie prawo o ochronie środowiska. Były także uchwały sejmiku województwa pomorskiego, protestujące przeciwko tej inwestycji dokładnie, powtarzające dokładnie argumentację strony rosyjskiej, także próbującej zablokować tę inwestycję. Ba po wielokroć europosłowie Platformy kierowali skargi do Komisji Europejskiej, sugerujące poważne naruszenia ustawy o ochronie środowiska i gdyby na realizację tej inwestycji nasz kraj wykorzystywał środki europejskie, to nie ulega wątpliwości, że zostałaby ona przez KE zablokowana. Na szczęście przygotowując finansowanie tej inwestycji minister Gróbarczyk przewidywał możliwość tego rodzaju skarg i w związku z tym jest ona finansowana tylko i wyłącznie ze środków budżetu państwa, więc taka blokada nie była możliwa.

A już stwierdzenie, że Platforma była zwolennikiem budowy Baltic Pipe, każe postawić pytanie, o to w takim razie dlaczego podczas jej rządów zdecydowano o zerwaniu porozumień z Norwegami i Duńczykami, zawartymi przez rząd Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku. Ba, trzeba przypomnieć w tym miejscu wypowiedź ówczesnego premiera Donalda Tuska, który na konferencji twierdził, że norweski gaz nie jest nam potrzebny, bo mamy nadmiar gazu kupowanego w Rosji. Inwestycja została zarzucona i dopiero po powrocie do władzy Prawo i Sprawiedliwość od początku negocjując z Norwegią i Danią, wróciło do tej inwestycji i właśnie 1 października gazociągiem Baltic Pipe popłynie już gaz, dając nam bezpieczeństwo gazowe, w sytuacji kiedy Rosja już w kwietniu tego roku, zablokowała dostawy gazu do Polski.

Z kolei z sprawie CPK aż roi się od wypowiedzi polityków Platformy kwestionując sensowność tej inwestycji z najsłynniejszą Rafała Trzaskowskiego „po co nam CPK, skoro mamy lotnisko w Berlinie”. Gdy inwestycja jest coraz bardziej zaawansowana, gdy trwają już wykupy nieruchomości pod budowę samego lotniska, a także linii kolejowych, które w ramach CPK mają być realizowane i niektórzy z ich właścicieli protestują (mimo bardzo korzystnych warunków wykupu, płatności sięgają nawet 140 proc. wartości nieruchomości), Donald Tusk poszukując „paliwa wyborczego”, spotyka się z tymi niezadowolonymi i wręcz namawia ich do dalszych protestów. Ba jest wręcz oczywistością, że gdyby Platforma nie daj Boże wróciła do władzy po najbliższych wyborach, to mimo zaawansowania tej inwestycji z niej zrezygnuje, bo przecież byłaby ona poważnym zagrożeniem lotnisk w Niemczech, w tym szczególnie tego ostatnio oddanego do użytku w Berlinie. Politycy Platformy stwierdzający, że ta partia zawsze popierała strategiczne inwestycje, które są właśnie oddawane do użytku, liczą na krótką pamięć Polaków w tej sprawie, ale się srogo zawiodą.