Skoro Polska miała rację w sprawie Rosji, to może ma ją także w innych sprawach

Zbigniew Kuźmiuk

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen we wczorajszym wystąpieniu na temat „Stanu Unii”, powiedziała między innymi „Nauczka jąka wyciągniemy z tej wojny: powinniśmy byli słuchać tych, którzy znają Putina, mieli z nim do czynienia w przeszłości” i dalej dodała „powinniśmy byli słuchać głosów podnoszonych wewnątrz naszej Unii: w Polsce, w państwach bałtyckich oraz w państwach Europy Środkowo-Wschodniej”.

Tak rząd Prawa i Sprawiedliwości już w latach 2005-2007, po negatywnych doświadczeniach z dostawami zakontraktowanego gazu z Rosji i stosowanym przez ten kraj szantażu cenowym, ostrzegał instytucje unijne, że to nie jest wiarygodny partner, zdolny do szantażowania gazowego. Z kolei po roku 2015 ostrzegaliśmy naszych sąsiadów Niemców, a także instytucje europejskie, że jeżeli Gazprom będzie miał do dyspozycji 4 rury Nors Stream 1 i 2, to Ukraina nie będzie mu potrzebna jako kraj tranzytowy do dostaw gazu do krajów Europy Zachodniej i zostanie zaatakowana.

Ostrzegaliśmy także, że polityka klimatyczna UE wpędza kraje UE w coraz głębszą zależność od rosyjskiego gazu, co powoduje, że do rosyjskiego budżetu płyną dziesiątki miliardów euro, które Putin przeznacza na armię i zbrojenia. Mówiliśmy wprost przestańcie „tuczyć Putina”, bo to źle się skończy dla Ukrainy i całej Europy, co po aneksji Krymu oraz zajęciu części obwodów Donieckiego i Ługańskiego w 2014 roku, stało się wręcz oczywistością. Mówiliśmy wtedy „Putin się nie zatrzyma” ale największe unijne kraje jak Niemcy i Francja dalej robiły z nim interesy na handlu surowcami, a nawet dozbrajały rosyjską armię , mimo unijnych sankcji nałożonych na ten sektor.

Ba nie tylko ostrzegaliśmy Unię, ale rząd Prawa i Sprawiedliwości podjął wielki wysiłek inwestycyjny, dokończenie budowy gazoportu w Świnoujściu i jego rozbudowa do blisko 9 mld m3 gazu (prawie podwojona wielkość w stosunku do tej wyjściowej która wynosiła 5 mld m3), budowa Baltic Pipe, czy dwóch wielkich interkonektorów gazowych: jeden łączy Polskę z pływającym gazoportem w Kłajpedzie na ok 3 mld m3 gazu, a drugi Polskę ze Słowacją na ok 4 mld m3. Więc gdy w kwietniu tego roku Putin kazał zakręcić kurek gazowy na gazociągu Jamalskim zgrywając kontrakt gazowy, Polska jako jeden z nielicznych krajów UE, była do tego przygotowana, mając odpowiednie zapasy gazu i duże możliwości jego importu z innych źródeł niż Rosja. Natomiast kilka unijnych krajów w tym Niemcy są w absolutnej panice i domagają się solidarności gazowej w sytuacji kiedy przez lata wręcz ostentacyjnie ją łamały, budując z Rosją Nord Stream 1 i 2.

Skoro Polska miała rację w sprawie Rosji i ostrzegała Europę przed Putinem, a także przygotowała się to tego, że już nie może on jej szantażować gazowo, to może ma także rację w innych unijnych sprawach. Skoro Polska jest od ponad pół roku centralnym miejscem dystrybucji wszelkiej pomocy dla Ukrainy, skoro jest w Polsce około 1,5 mln wojennych uchodźców ukraińskich, to może warto zdjąć z niej unijne sankcje: uruchomić środki z KPO, przestać nakładać i egzekwować kary finansowe. Takie działania KE osłabiają Polskę, a to jest na rękę Rosji, która dałaby bardzo dużo, żeby Polska przestała być głównym hubem pomocy dla Ukrainy.

Może warto posłuchać polskich propozycji dotyczących wyjścia z kryzysu energetycznego UE, obniżenia cen energii elektrycznej, choćby przez zawieszenie przynajmniej na 2 lata handlu pozwoleniami na emisję CO2, albo przynajmniej ustanowienia maksymalnej ich ceny w wysokości mniej więcej 1/3 tej obecnej. Może warto posłuchać Polski także w sprawie propozycji wprowadzenia maksymalnych limitów cenowych na surowce sprowadzane z Rosji, żeby dalej nie wspomagać finansowo wojennej machiny Putina. Na razie w tych sprawach pani przewodnicząca von der Leyen, słuchać Polski nie chce, żeby się jednak nie okazało, że za rok w kolejnym wystąpieniu o „Stanie Unii” powie znowu, pomyliłam się, trzeba było posłuchać Polski i w tych sprawach.